Haydukiewicz uważa, że przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski "podstępnie uniemożliwił mu wzięcie udziału" w jej pracach, gdy wybierano skład tych rad. Miał tym samym popełnić przestępstwo na szkodę interesu publicznego przez niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień.

Na czym miał polegać ten podstęp? W dniu gdy wybrano rady około godziny 14, Kołodziejski ogłosił bezterminową przerwę w obradach KRRiT. Około godziny 18.30 Haydukiewicz "po bezskutecznych próbach dowiedzenia się, kiedy obrady zostaną wznowione", opuścił siedzibę KRRiT. Trzy godziny później posiedzenie wznowiono i przystąpiono do wyboru nowych rad nadzorczych TVP i Polskiego Radia.

>>> Szefował w operze teraz może dyrygować TVP

Za listą nazwisk zaproponowaną przez Kołodziejskiego głosowała wymagana większość czterech z pięciu członków rady. Obecność Haydukiewicza nie zmieniłaby więc wyniku. Mimo to twierdzi on, że Kołodziejski "działał z premedytacją w celu osiągnięcia konkretnego celu". "Uniemożliwiono mi chociażby zgłaszanie protestu do protokołu" - argumentuje.

Co na to wszystko przewodniczący KRRiT? "Posiedzenie było formalne, legalne, wszyscy byli na miejscu, łącznie z dyrektorami i pracownikami biura rady" - wyjaśnia Kołodziejski.

Według niego chodzi o uniemożliwienie zarejestrowania nowych rad nadzorczych w Krajowym Rejestrze Sądowym. Formalnie to kompetencja zarządów mediów publicznych. Ale szef KRRiT zapowiedział, że jeśli będzie to się przedłużać, sam prześle do sądu wnioski o rejestrację.

>>> Jak długo ocelaje Farfał?

Farfał w rozmowie z PAP zapowiedział, że wniosek do KRS złoży dopiero wówczas, gdy zostaną dopełnione "wszelkie formalne warunki". Czyli kiedy? "Kiedy swojego członka do rady wskaże minister skarbu, jako właściciel TVP, i wyjaśnione zostaną wszelkie wątpliwości, które wobec wyboru rady nadzorczej zgłasza jeden z członków KRRiT" - wyjaśnił. Jego zdaniem, poza zarządem nikt takiego wniosku nie może złożyć.

A media już spekulują, kto mógłby być nowym prezesem TVP. Według Newsweek.pl, a informację tę potwierdzają dobrze zorientowani politycy PiS, nowym prezesem TVP miałby zostać Janusz Pietkiewicz. Słynie ze świetnych kontaktów na lewicy, ale ma też zaufanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Z rekomendacji SLD rządził Teatrem Wielkim w Warszawie. Potem był dyrektorem wydziału kultury w stołecznym magistracie rządzonym przez Kaczyńskiego. Za rządów PiS wrócił do Teatru Wielkiego, skąd usunęła go Platforma.