>>>Nieprawdziwy raport Ministerstwa Zdrowia

Do raportu dotarł i opisał go DZIENNIK. Dokument wzbudza liczne kontrowersje, bo zdaniem specjalistów zawiera nieprawdziwe dane na temat refundacji leków i dostępu kobiet do nowoczesnych metod antykoncepcji. W dodatku dokument przygotowany teraz opiera się na danych z... 2004 roku. Znalazła się w nim informacja, że najczęstszą metodą zapobiegania ciąży jest w Polsce stosunek przerywany. Minister zdrowia, Ewa Kopacz, zdecydowanie odcięła się od polecania tej metody. "To nie jest rekomendacja Ministerstwa Zdrowia. To raport o zachowaniach Polaków. Możemy tylko ubolewać, że w XXI wieku mamy takie zachowania. Naszym zadaniem jest więc zmiana mentalności Polaków" - mówiła Kopacz w TVN24.

Kopacz tłumaczyła, że raport opiera się na danych z 2004 roku, bo przez kilka lat nie robiono żadnych nowych badań na ten temat. Nie obarczyła jednak winą za brak nowych danych żadnej konkretnej osoby. Nie powiedziała, dlaczego ministerstwo nie chciało wykorzystać przy przygotowaniu raportu świeższych badań prof. Zbigniewa Izdebskiego.

Mówiąc o dostępie kobiet do antykoncepcji, minister zapędziła się i powiedziała, że Polki mają dostęp do całej gamy środków antykoncepcyjnych, na rynku jest dużo poradników na temat seksu i powszechnie dostępne są usługi i porady seksuologów. Rozmawiający z nią dziennikarz szybko ją skontrował, przypominając, że zwykły pacjent nie ma co liczyć na wizytę u seksuologa, chyba że pójdzie do niego prywatnie i słono za nią zapłaci.

Kopacz przyznała też wtedy, że w Polsce faktycznie nie ma refundacji środków antykoncepcyjnych. Stąd boje o wpisanie takich środków na listę leków refundowanych. Zwracana jest za to część kosztów leków hormonalnych, regulujących cykl miesiączkowy. I te leki mogą być wykorzystywane jako środki antykoncepcyjne - tłumaczyła szefowa resortu zdrowia. Nie powiedziała jednak, co ministerstwo zamierza zrobić w sprawie refundacji tabletek antykoncepcyjnych.

>>>Czuma jest przeciw in vitro i... handlowi ludźmi

Minister zaznaczyła, że zdecydowanie nie zgadza się z ministrem Andrzejem Czumą, który powiedział, że jest za absolutnym zakazem in vitro do czasu uregulowania kwestii bioetycznych związanych z tym zabiegiem. "Nie zgadzam się z ministrem sprawiedliwości" - powiedziała Kopacz, przy czym zaznaczyła, że w rządzie nie ma jednego stanowiska w tej kwestii, na co najlepszym dowodem jest istnienie dwóch projektów PO w sprawie in vitro: restrykcyjnego - Jarosława Gowina i dopuszczającego zamrażanie zarodków - Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.