Proces Jaruzelskiego... ruszy od początku?
Z wokandy warszawskiego sądu spadły wszystkie zaplanowane na sierpień terminy rozpraw w sprawie masakry robotników w grudniu 1970 r. W tym procesie odpowiada m.in. gen. Wojciech Jaruzelski. Powód odwołania rozpraw? Ciężka choroba sędziego. Sprawa trwa od 2001 roku. Czy trzeba będzie ją prowadzić od początku?
- Jaruzelski i Kiszczak też świętują. W sądzie
- Jaruzelski: Ocet w PRL był jak afrodyzjak
- Jaruzelski: Nie chcę pomnika
- Jaruzelski to postać... nijaka
- Afera z Jaruzelskim. Kaczyński zapłaci?
- Kiszczak: Zwalczałem zło po stronie władzy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Powodem tej decyzji jest kolejne zwolnienie lekarskie sędziego prowadzącego proces. Jego kłopoty ze zdrowiem już kilka razy powodowały długie przerwy w trwającym od 2001 r., procesie, który powoli zmierza do końca; do odczytania pozostały zeznania nieżyjących świadków. Sąd ma też rozpoznać wnioski prokuratury o konfrontację między kilkoma świadkami oraz obrony - o powołanie biegłego konstytucjonalisty.
Dziś strony procesu otrzymały informację, że sprawa spada z wokandy nie tylko tego dnia, ale do końca sierpnia - tymczasem sąd planował kilkanaście rozpraw. Nie podano jeszcze oficjalnego powodu nieobecności sędziego Piotra Wachowicza.
Obrońca Jaruzelskiego mec. Jan Borowicz powiedział, że nie chce nawet myśleć o ewentualnej konieczności zmiany sędziego, co oznaczałoby konieczność rozpoczęcia całego procesu od nowa.
Przeniesiony z Gdańska proces o "sprawstwo kierownicze" masakry robotników trwa przed sądem w Warszawie od jesieni 2001 r. Na ławie oskarżonych zasiadają: ówczesny szef MON gen. Jaruzelski, wicepremier Stanisław Kociołek oraz trzej dowódcy jednostek wojska tłumiących robotnicze protesty. Nie przyznają się do winy.
Od siedmiu lat trwają żmudne przesłuchania świadków - głównie robotników Wybrzeża, żołnierzy i milicjantów. W akcie oskarżenia prokuratura wniosła o przesłuchanie ok. 1110 osób. W 2004 r. sąd oddalił wniosek prokuratora Bogdana Szegdy, by ograniczyć ich liczbę do ok. 150.
Według oficjalnych danych, na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga zginęły 44 osoby, a ponad 1160 zostało rannych.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!