Po śmierci polskiego oficera w Afganistanie, rząd rozważa wysłanie dodatkowych 200 żołnierzy w ten rejon. Żołnierze, szczególnie ci ranni w walkach na misjach, nie ukrywają, że czekają na inny krok - taki, który zapewniłby im prawdziwą opiekę i szacunek po powrocie do kraju. Chcą być uznani za kombatantów wojennych. Na razie nie mają jednak na to szans. Ich zdaniem, powód jest prosty: rząd nie chce przyznać, że wysyła żołnierzy na regularną wojnę. "Tu chodzi o powiedzenie prawdy. Ale tego nikt nie chce zrobić" - mówi były żołnierz Daniel Kubas.

>>>Więcej polskich żołnierzy w Afganistanie?

Starszy szeregowy Kubas do Iraku pojechał w 2004 roku i miał pecha. Jego Honkery nagle wyleciał z drogi, kiedy kolumna polskich wozów jechała w konwoju. Honkery koziołkował kilka razy. Żołnierz obudził się w szpitalu. Z połamanymi kośćmi czaszki i kręgosłupa.

Dziś Kubas jest prezesem Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych na Misjach poza Granicami Kraju. Walczy m.in. o to, żeby rannych polskich żołnierzy, którzy wracają z Iraku czy Afganistanu, traktowano tak jak kombatantów wojennych. "Po pierwsze chodzi o świadczenia, których dziś nie mamy. Na przykład dostęp do wielu leków za darmo. Po drugie o uhonorowanie naszego wysiłku. Dziś sytuacja żołnierza rannego za granicą nie różni się wiele od położenia rannego na poligonie" - mówi Kubas.

Prezes dodaje, że szanse na zmianę ustawy regulującej sytuację inwalidów wojennych są niewielkie. Większe nadzieje pokłada w przygotowywanej ustawie o weteranach. Nie jest jednak zadowolony z jej obecnego kształtu, bo ze względu na kryzys wyleciały z niej zapisy, o które zabiegali członkowie jego stowarzyszenia. Przyznaje, że żołnierze korzystają już przywilejów, ale chcą też, żeby uznano, że walczyli na froncie.

>>>Polski żołnierz zginął od kul talibów

Rzecznik MON Robert Rochowicz nie chce komentować oskarżeń kierowanych pod adresem rządu, że wojna w Afganistanie nie jest nazywana wojną wyłącznie z przyczyn polityczno-propagandowych. W kwestii związanych z uregulowaniem statusu rannych na misjach, odsyła nas do projektu przygotowywanej ustawy o weteranach.

Na razie sytuację w prowincji, w której wczoraj zginął polski oficer, nazwał po imieniu tylko jeden minister. Radosław Sikorski powiedział wczoraj w TVN24, że panuje tam wojna. Jednak jego słowo to za mało, żeby czterej ranni w zasadzce żołnierze mogli liczyć, że zostaną uznani za kombatantów wojennych. Można powiedzieć, że... mieli wypadek w pracy.