Awantura o raport z wojny w Gruzji
Od dziewięciu miesięcy specjalna komisja finansowana przez Unię Europejską przygotowuje raport na temat konfliktu gruzińsko-rosyjskiego. Dokumentu ciągle nie ma, ale w mediach trwa już wojna propagandowa. Według „wiarygodnych przecieków” komisja winą za rozpoczęcie walk ma obarczyć Micheila Saakaszwilego.
- Palą książki na stosie, jak naziści
- Strzały na Kaukazie. Gruzja: to nie my
- Oto, co prezydent Kaczyński wie o Gruzji
- Polska broń w służbie gruzińskiej armii
- "Lech Kaczyński uratował Gruzję"
- Rosja znów grozi Gruzji wojną
- BBN: Moskwa łamie ustalenia w sprawie Gruzji
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Za tymi przeciekami (które mają obciążyć Saakaszwilego) stoją eksperci finansowani przez Rosję" - odpowiadają Gruzini.
Komisja została powołana jeszcze przez francuską prezydencję. Ma spory budżet (1,6 mln euro) i jako przewodniczącą szwajcarską dyplomatkę Heidi Tagliavini z dużym doświadczeniem pracy w Gruzji, Rosji i Czeczenii. Pierwsza awantura związana z jej pracami wybuchła w czerwcu tego roku. Niemiecki "Der Spiegel" twierdził, że dotarł do sekretnych dokumentów komisji. Jego zdaniem wskazują one, że to Saakaszwili rozkazał zaatakować Osetię Południową.
>>>Rosja znów grozi Gruzji wojną
Podejrzenia gruzińskich mediów wywołali jednak dwaj eksperci cytowani przez niemiecką gazetę. "Gruzińskie marzenia prysły, ale Gruzja może mieć pretensje tylko do siebie" - uważa członek komisji Christopher Langton, pułkownik rezerwy armii brytyjskiej, pisał "Der Spiegel". Stwierdzenie pułkownika jest identyczne z tytułem jego artykułu, który zamieścił 13 sierpnia 2008 r. (a więc gdy trwał konflikt w Gruzji) w gazecie "The Nation" wydawanej w Abu Zabi. Tekst ma publicystyczny charakter, a pułkownik już w pierwszym zdaniu przesądza o winie słowami: "Gruzja zdecydowała się podjąć próbę i przywrócić siłą kontrolę nad Osetią Południową". Czy ekspert miał prawo do tak radykalnych ocen już w tydzień od wybuchu konfliktu?
Innym członkiem komisji, na którego powoływał się "Der Spiegel", jest Otto Luchterhand, profesor prawa międzynarodowego z Hamburga. On uważa, że Rosja miała prawo użyć siły w obronie własnej, gdyż jej siły pokojowe stacjonujące w Cchinwali zostały zaatakowane przez Gruzinów. Problem w tym, że nie jest to nic nowego. Profesor przedstawił swoją analizę jeszcze jesienią 2008 r.
Obaj wspomniani eksperci byli w składzie delegacji w Tbilisi w lutym 2009 r. W czasie wizyty dziennikarze pytali gruzińskiego ministra Temura Jakobaszwiliego o artykuł Langtona w "The Nation". Minister odpowiedział, że obecność niektórych osób w składzie komisji budzi wątpliwości. "Nie potrzebujemy finansowanych przez Gazprom ekspertów po to, by ustalić prawdę" - stwierdził.
Gazeta "Georgia Today" napisała potem, że "Jakobaszwili nie wymienił nikogo, ale jest tajemnicą poliszynela, że dwóch cytowanych przez <Spiegla> ekspertów, Langton i Luchterhand, obwiniało Gruzję o rozpoczęcie wojny w publikacjach, które ukazały się krótko po rozpoczęciu konfliktu".
MSZ w Tbilisi nie chciało komentować tekstu niemieckiego dziennikarza. Udostępniło za to komentarz Heidi Tagliavini. Oświadczyła ona, że artykuł ma charakter spekulacyjny. I dodała, że prace trwają i na tym etapie nie ma mowy o żadnych konkluzjach.
Komisja miała przedstawić raport do końca lipca. Poprosiła jednak o wydłużenie terminu do września. Jednak "Der Spiegel" się nie poddaje. Znów napisał, że raport winą za rozpoczęcie wojny obarczy Saakaszwilego. Tygodnik odrzuca też gruzińskie oskarżenia, jakoby był tubą Władimira Putina.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!