O przedłużeniu aresztu zdecydował Sąd Apelacyjny w Łodzi. Uznał bowiem, że nadal istnieje ze strony Łyżwińskiego obawa matactwa. Zaznaczył też, że materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez byłego posła zarzucanych mu czynów.

Łyżwiński przebywa w areszcie od dwóch lat. Obrona podnosi jego zły stan zdrowia i chce, żeby mógł być leczony w szpitalu na wolności. Były poseł narzeka m.in. na bóle kręgosłupa, ma też niesprawną lewą nogę. Argumenty te nie przekonują jednak sądu w Piotrkowie, który prowadzi sprawę, i przedłuża czas aresztowania. Jak się okazuje, podobnego zdania jest sąd drugiej instancji. W uzasadnieniu wczorajszej decyzji łódzki sąd apelacyjny podkreślił: piotrkowski sąd bardzo trafnie zauważył, że oskarżony ze swojego stanu zdrowia uczynił swoistą "kartę przetargową". Uznał, że choć oskarżony ma faktycznie problemy zdrowotne, to w areszcie miał zapewnioną dostateczną opiekę zdrowotną.

"Zdaniem SA postawa procesowa oskarżonego wskazuje na istnienie uzasadnionej obawy, że wykorzystując swój niewątpliwie zły stan zdrowia, pozostając na wolności, będzie unikał stawiennictwa na rozprawę i w ten sposób utrudniał sprawny przebieg postępowania" - podkreślił sąd.

Proces w sprawie seksafery toczy się od maja ubiegłego roku. Łyżwiński oskarżony jest m.in. o zgwałcenie kobiety, a szef Samoobrony Andrzej Lepper o "żądanie i przyjmowanie korzyści o charakterze seksualnym" od działaczek partii. Liderowi Samoobrony grozi kara do ośmiu, a Łyżwińskiemu do 10 lat więzienia. Obaj nie przyznają się do winy.