Atmosfera w TVP była napięta. Od rana na Woronicza było wiadomo, że tego dnia listy z nazwiskami osób do zwolnienia zostaną przekazane do dyrektorów poszczególnych działów. "Przed południem nic się nie działo. O niczym innym jednak nie mówiło się jak te listy. Ciągle pytaliśmy szefa, kiedy coś będzie wiadomo, ale tylko rozkładał ręce" - opowiada jeden z pracowników centrali TVP.

>>>Układ PiS i SLD w mediach publicznych

Worek z nazwiskami rozwiązał się dopiero po południu. Zwolnienia rozpoczęły się, m.in. w redakcji zagranicznej "Wiadomości". W większości działów szefowie spotykali się lub dzwonili do osób, które znalazły się na listach. Niektórzy będą informować zwalnianych dopiero jutro albo w najbliższych dniach. Jak informuje rzecznik telewizji, dyrektorzy mają jak najszybciej powiadomić osoby, które stracą pracę.

>>>Prezes TVP rozprawia się z buntownikami

"Dyrektorzy jednostek organizacyjnych zobowiązani są m.in. do poinformowania w indywidualnej rozmowie pracowników o umieszczeniu ich na liście osób objętych grupowym zwolnieniem. Na konieczność bezzwłocznego wykonania tego obowiązku dyrektorom zwrócił uwagę dyrektor biura kadr, szkoleń i spraw socjalnych w piśmie z 17 sierpnia" - mówi Daniel Jabłoński.

Wiadomo już, że wśród 501 osób znajdzie się 122 dziennikarzy i 158 osób z działów administracyjnych. Pozostali to m.in. pracownicy techniczni i konserwatorzy urządzeń. Według nieoficjalnych informacji w TVP Polonia ma zostać zredukowanych aż 50 proc. etatów.

Wbrew zapowiedziom list zwalnianych nie otrzymały związki zawodowe. "W kadrach usłyszeliśmy, że nie ma polecenia, aby nam je wydać" - mówi jeden ze związkowców. Na razie związki otrzymały regulamin zwolnień. "Już w poniedziałek po południu zostaliśmy zasypani telefonami od pracowników, którzy mają stracić pracę. Są wśród nich jedyni żywiciele rodziny, a to sprzeczne z wcześniejszymi ustaleniami" - opowiada jeden ze związkowców.

Piotr Farfał, p.o. prezesa TVP, został poinformowany, że związek zawodowy Wizja zrzeszający pracowników twórczych rozpoczyna pogotowie strajkowe. Związkowcy nie zgadzają się na przeprowadzenie zwolnień grupowych. Dziś telewizja ma zostać oflagowana. Także dziś do premiera Donalda Tuska, ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego oraz ministra skarbu Aleksandra Grada mają powędrować listy protestacyjne. "Poinformowaliśmy w nich, że działania podejmowane przez obecny zarząd i tak duże zwolnienia są szkodliwe dla spółki" - mówi Mariusz Jeliński, członek zarządu Wizji.

Nieoficjalnie związkowcy przyznają jednak, że nie liczą na wielkie wsparcie polityków. "Przecież każdy z nich chce odchudzenia telewizji, a może nawet jej likwidacji. Poza tym premier nie jest, delikatnie mówiąc, fanem związków zawodowych" - mówi jeden z nich.

Wizja powoli przygotowuje się także do strajku ostrzegawczego. Nieoficjalnie mówi się, że mógłby zostać przeprowadzony we wrześniu, gdy skończy się sezon urlopowy i więcej widzów zasiada przed telewizorami. "Bierzemy pod uwagę wyłączenie emisji programu na godzinę. Może to otworzy ludziom oczy na to, co się tutaj dzieje" - mówi Mariusz Jeliński.

Tymczasem sytuacja finansowa telewizji jest coraz gorsza. Jak poinformował Presserwis, TVP szuka banku, który udzieli jej 100 mln zł kredytu na bieżącą działalność. Zarząd telewizji publicznej przewiduje w tym roku stratę w wysokości 78 mln zł.