Pismo w tej sprawie z resortu Waldemara Pawlaka dotarło już do wszystkich urzędów wojewódzkich. "Oniemiałem, kiedy je przeczytałem. Wynika z niego, że mamy zorganizować dystrybucję świetlówek oraz plakatów zachęcających do oszczędzania energii" - mówi "Gazecie Wyborczej" pracownik wielkopolskiego urzędu wojewódzkiego.

I wymienia trudności. "Ale my nie mamy pieniędzy, aby je rozwozić po gminach. Pocztą też nie wyślemy, bo się potłuką. No więc z każdej gminy będzie musiał do nas przyjechać wydelegowany człowiek by odebrać dokładnie jeden plakat i kilkanaście świetlówek. Niektórzy mają sto kilometrów! Delegacje, benzyna - jeszcze nie wiemy, kto za te oszczędności zapłaci: my czy gminy. Trzeba się jakoś dogadać".

>>> Pawlak wydał pół miliona na żarówki

Z enigmatycznego pisma rozesłanego do wojewodów przez departament energetyki resortu gospodarki wynika, że rozdawnictwo świetlówek to fragment kampanii informacyjnej "Czas na oszczędzanie energii". Ministerstwo zobowiązuje urzędy "do aktywnego udziału w kampanii", domaga się wydelegowania człowieka do "kontaktów roboczych" w tej sprawie i chce poznać liczbę gmin w województwie. Ministerstwo wyznaczyło też datę 24 sierpnia, jako ostateczny termin odpowiedzi na pismo.

Jak poinformowała "GW" Aneta Ciszewska z departamentu energetyki - odpowiedzialna za akcję oszczędzania - "resort zakupił 54 tysiące świetlówek". Jak twierdzi ich producent, w ciągu roku na jednej można zaoszczędzić nawet 26 zł (czyli nieco ponad 1,3 mln zł na 54 tys. świetlówek, są one jednak znacznie droższe od zwykłych żarówek, realne oszczędności są więc trudne do oszacowania).

Ciszewska sama przyznaje, że oszczędności gmin "mogą być niewielkie". Po co więc ta akcja? "Chodzi o świadomość. W dużych miastach może wiedzą, że warto oszczędzać na energii elektrycznej, ale w małych miejscowościach nie bardzo. Więc ta akcja ma to uświadomić" - mówi.