Serial dobrych wiadomości rozpoczął minister skarbu Aleksander Grad. Na kilka dni przed słynną debatą Donalda Tuska ze gdańskimi stoczniowcami ogłosił: "Jest bardzo dobra wiadomość dla Gdyni, dla stoczniowców i dla Polski. Inwestor wyraził wolę i gotowość do dalszej produkcji statków". Chodziło o rozstrzygnięcie przetargu na sprzedaż stoczni Gdynia, który wygrała katarska spółka United International Trust.

>>> PiS: Stocznie to kompromitacja Tuska

Dwa tygodnie później ten sam inwestor kupił stocznię szczecińską. Kilka dni po tym wydarzeniu o sukcesie rządu podczas gospodarskiej wizyty w Licheniu opowiadał Donald Tusk. "Chcieliśmy możliwie bezkosztowo przekształcić te stocznie, tak, by zachować tam miejsca pracy i produkcję statków oraz by nie zostawić ludzi, którzy stracili pracę. To są odprawy średnio 40 tys. zł. oraz gwarancja, że większość zwalnianych odzyska robotę. Inwestor dostał od nas szansę nie tylko na rynku stoczniowym, ale i gazowym, ale warunkiem jest utrzymanie produkcji statków " - chwalił się szef rządu.

>>> Tusk ma asa w rękawie dla stoczniowców

Wtórował mu minister Grad. Na początku czerwca na kilka dni przed eurowyborami twierdził, że już po miesiącu stocznie trafią do inwestora. "Chcemy, żeby od strony administracyjno-technicznej, w ciągu miesiąca majątek stoczni został przekazany inwestorowi, który zapowiedział, że będzie tam prowadzić różną działalność gospodarczą, w tym działalność stoczniową - co jest szczególnie dla nas ważne - dla tych wszystkich, którzy w tych stoczniach pracowali i mam nadzieję będą pracować" - opowiadał minister skarbu.