"Pani Walentynowicz w swoich działaniach przeciwko mnie i <Solidarności> była inspirowana przez bezpiekę. Najbardziej znany przypadek, o którym sama mówiła, to fałszywki przekazane jej przez SB, a wymierzone we mnie. Jak opowiadała, w pierwszym odruchu wyrzuciła je do kosza. Później jednak uwierzyła w nie i wierzy do dziś, a taką wiarę szerzy wszędzie, gdzie się pojawia" - pisze na swoim blogu Lech Wałęsa.

>>> Wałęsa: Walentynowicz gorsza niż SB

Sugeruje też, że Walentynowicz nie powinna być nazywana "matką Solidarności". "W jakiej <Solidarności> działała Pani Walentynowicz, skoro nazywana jest <matką Solidarności>? To jasne, że przywrócenie jej do pracy - i mnie - było jednym z pretekstów do ogłoszenia strajku w 1980 roku, ale później Pani Walentynowicz nie uczestniczyła już w walce i strukturach związku. Nam nie pomagała. Matką jakiej "Solidarności" jest więc nazywana" - zastanawia się były prezydent.

I dodaje: "Może ja nie wiem o istnieniu jakiejś innej. "Solidarność" od początku swego istnienia działała na zasadach demokracji. I to w wyniku tych zasad Pani Walentynowicz została wykreślona z listy członków przez legalne struktury Związku. Czy można mieć pretensje do kolegów ze Związku, którzy nie chcieli w swoich szeregach osoby kalającej własne gniazdo ku uciesze komunistów".