Jak to możliwe, że obecna minister zdrowia Ewa Kopacz, która dwa lata temu jako posłanka PO odwiedzała białe miasteczko w geście poparcia dla pielęgniarek i ich postulatów, teraz przygotowała projekt, który zadziała na ich niekorzyść? "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" - komentują pielęgniarki.

>>>Minister zdrowia ma gorączkę koszykową

Przypomnijmy: w obecnej ustawie o zakładach opieki zdrowotnej jest zapis, że jeśli szpital przyjmie więcej pacjentów i otrzyma za to więcej pieniędzy z NFZ, niż przewidziano w kontrakcie, to dyrektor szpitala nie może ich przeznaczyć na co chce. Co najmniej 40 proc. tej kwoty musi wypłacić pracownikom.

>>>Tak zmieni się polska służba zdrowia

Zapis ten został wprowadzony w 2007 r, tuż przed rozwiązaniem poprzedniego Sejmu. Z rządem PiS wynegocjowały go pielęgniarki protestujące w białym miasteczku.

Teraz gabinet Donalda Tuska chce ten zapis usunąć. Dlaczego? Jak czytamy w uzasadnieniu projektu, "przepis jest niepotrzebny". Na wynagrodzenia w szpitalach idzie bowiem i tak ok. 70 proc. pieniędzy z NFZ, czyli więcej, niż przewiduje prawo. "Jego uchylenie nie wpłynie więc na dynamikę wynagrodzeń" - czytamy w uzasadnieniu tej zmiany.

Pielęgniarki są oburzone. "Nie rozumiemy, w jakim celu się to robi? Po co rząd nas prowokuje? Ludzie już są rozjuszeni, bo próbuje się im zabrać to, co wywalczyli" - mówi Dorota Gardias. Podejrzewa, że Ministerstwo Zdrowia obawia się kolejnych pielęgniarskich protestów. Ostatni głośny strajk w szpitalu specjalistycznym w Radomiu powstał właśnie na tle nierealizowania przez dyrekcję tego przepisu. Pielęgniarki przekonują, że jest on konieczny. "Bez tego dyrektor będzie mógł pieniądze przeznaczyć na inwestycje, a pracownikom nie da nic" - tłumaczy Anna Trzaszczka, pielęgniarka ze Szpitala Specjalistycznego w Radomiu.

czytaj dalej


Gardias podkreśla, że rząd nie oferuje nic w zamian. "Nie ma żadnych gwarancji płac ani wyliczeń kosztów pracy. A to oznacza, że w najbliższych latach nie będzie żadnych podwyżek. Po prostu będziemy robić za niewolników" - tłumaczy. I podkreśla, że już teraz dochodzi to takich sytuacji w wielu szpitalach przekształconych w spółki. Pielęgniarki pracują tam za 8 zł za godzinę. Jej zdaniem to posunięcie PO jest właśnie ukłonem w stronę zarządów szpitali spółek. Nie będą one już skrępowane żadnymi płacowymi zobowiązaniami w stosunku do pracowników.

W środę rządowym projektem ustawy zajmą się posłowie komisji zdrowia. Na posiedzenie wybierają się też pielęgniarki. "Będzie wojna" - zapowiadają.

Tym bardziej że w walce aktywnie będzie je wspierać opozycja. Poseł Bartosz Arłukowicz z SLD nie ma wątpliwości: "W ten sposób rząd PO chce się rozprawić z protestami". Tak samo mówi Bolesław Piecha z PiS: "Wykreślenie przepisu jest złym rozwiązaniem. Jesteśmy zdecydowanie przeciwni".

Brak poparcia zarówno ze strony SLD, jak i PiS nie wróży projektowi powodzenia. Ustawa ma wprawdzie duże szanse przejść przez parlament, ale równie wielkie na prezydenckie weto. "Źle się stanie, bo nowelizacja idzie w dobrym kierunku" - komentuje ten scenariusz Beata Małecka-Libera, posłanka PO z komisji zdrowia. Podkreśla, że nigdy nie było mowy, iż gwarancja podwyżek będzie na zawsze. "Za zarządzanie odpowiada menedżer i to on powinien kształtować płace w zakładzie" - tłumaczy.