Aneta Kłoczewiak: Wzbudzała Pani dzisiaj w Sejmie nie lada sensację. Podobno nad Pani kostką zakwitła róża?
Jolanta Szczypińska*: To prawda, jest przecudna. Ale od razu sensację? Przecież tysiące Polaków robi sobie w wakacje takie tatuaże. Na polskim wybrzeżu to było bardzo popularne. Dla mnie to zabawa, takie urlopowe szaleństwo. W końcu w wakacje obowiązuje swoboda i luz.

Ktoś Panią zainspirował? A może to miała być dla kogoś niespodzianka?
Decyzję podjęłam pod wpływem chwili. Spacerowałam promenadą, kiedy zobaczyłam kobietę robiącą takie tatuaże. Natychmiast zapragnęłam mieć taki malunek. Jedni przywożą z nad morza muszelki, inni tatuaże.

Jak na tę szczyptę szaleństwa zareagowali "koledzy po fachu"?
Raczej im się podobało. Zastanawiali się czy to prawdziwy tatuaż czy nie. Ale ci, którzy mnie dłużej znają, nie mieli wątpliwości. Obeszło się natomiast bez uszczypliwości.

Kiedyś podarowała Pani bukiet róż Jarosławowi Kaczyńskiemu, teraz jedną nosi Pani nad kostką. Czy te kwiaty mają dla Pani szczególne znaczenie?
Po prostu bardzo lubię róże. Są symbolem. Przecież róża to królowa kwiatów.

Myśli Pani o zrobieniu prawdziwego tatuażu?
Nie, raczej nie... ale może powinnam się nad tym zastanowić. Prawdę mówiąc już się do tego przyzwyczaiłam. Polubiłyśmy się.

*Jolanta Szczypińska - posłanka, wiceszefowa klubu parlamentarnego PiS