MICHAŁ MAJEWSKI, PAWEŁ RESZKA: Dlaczego nie będzie elementów tarczy antyrakietowej w Polsce? Amerykanie nie mają pieniędzy? Dogadali się z Rosją? Nasz rejon przestał być dla nich ważny?
WITOLD WASZCZYKOWSKI*: Nie. Donald Tusk i jego ministrowie uznali, że nie ma potrzeby, aby Polska zawierała strategiczny sojusz obronny ze Stanami Zjednoczonymi. Umowę o tarczy rząd podpisał po kilkumiesięcznym zwlekaniu, a nie ratyfikowano jej do teraz. Nie zawarto innych umów, które były potrzebne, by tarcza istniała w Polsce, chodzi tu o porozumienie o warunkach stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce. W tej ostatniej sprawie negocjacje ślimaczą się od roku.

Ale to z Ameryki płyną sygnały, że Obama i jego administracja nie są zainteresowani tarczą w Polsce.
Pierwszy krok zrobili nie Amerykanie, tylko Polacy. Nie ratyfikowaliśmy umowy i to otworzyło Stanom Zjednoczonym pole do rozgrywki. Mogą grać z Rosją, mogą poszukiwać alternatywnych rozwiązań. Urzędnicy z nowej administracji Barraka Obamy mówią otwarcie: „Nieratyfikowanie umowy było nam na rękę”. Nie czują się związani umową podpisaną przez ich poprzedników: „To nie nasza wina, to Polska nie zatwierdziła umowy”.

>>> Nie było, nie ma i nie będzie tarczy

Jeśli Obama nie chce tarczy w Polsce, to ratyfikacja lub jej brak ma kompletnie drugorzędne znaczenie...
Z ratyfikacją w ręku sytuacja Polski byłaby zupełnie inna. Piłka znalazłaby się po stronie Amerykanów. Oni musieliby zaproponować jakąś rekompensatę za to, że przerywają rozpoczętą inwestycję. Dziś my czekamy jak na zbawienie na to, co powie Waszyngton.

Jakie rekompensaty ma pan na myśli?
W umowie o tarczy jest na przykład zapis, że USA gwarantują obronę Polski przed atakiem rakietowym. Takie gwarancje musiałyby zostać zrealizowane. Gdyby ekipa Obamy chciała się tak po prostu wycofać, byłby to dla niej totalny blamaż.

czytaj dalej


Umowa to umowa. Gdybyśmy ją teraz ratyfikowali, Amerykanie znajdą się w podobnej sytuacji.
Dziś trudno ratyfikować coś, z czego ekipa Obamy się wycofuje. Coś, na co nie ma pieniędzy. W preliminarzach budżetowych na przyszły rok w USA nie ma pozycji „tarcza antyrakietowa”. W budżecie na 2009 rok pieniądze jeszcze były.

Może jednak warto ratyfikować umowę i powiedzieć Amerykanom: „Podpisaliście się pod dokumentem, wypełnijcie zobowiązania”.
Gdyby ratyfikować umowę, USA znalazłyby się w kłopotliwej sytuacji. Oczywiście, należałoby to zrobić. Tyle że polski rząd nie ma ochoty na ratyfikowanie tarczy.

>>> Tarcza w Polsce? Może jednak gdzie indziej?

Skąd to założenie, że Donald Tusk i jego ekipa nie chcą tarczy?
Przez 10 miesięcy pracowałem w tym rządzie. Miałem okazję rozmawiać z wieloma politykami gabinetu Tuska i dostrzegłem, że oni nie rozumieją wagi sprawy. Różniło nas podejście do problemu. Ja uważałem umowę z USA za coś, co da nam dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa, żebyśmy nie byli członkiem NATO gorszej kategorii. Natomiast rząd Tuska traktował to jako zwykłą umowę gospodarczą: „Jeśli Amerykanie chcą bazy, to muszą się nam sowicie odpłacić”. Premier powiedział, że tarcza nie zwiększy naszego bezpieczeństwa. Oświadczył to 4 lipca zeszłego roku, w dniu największego amerykańskiego święta. Za oceanem spowodowało to szok. Wiem o tym od wielu amerykańskich dyplomatów.

Po co polski rząd podpisywał umowę w sprawie tarczy, skoro nie chce, jak pan twierdzi, jej realizować?
Porozumienie zostało podpisane 20 sierpnia 2008 roku. Sądzę, że rząd mógł się przestraszyć agresywnej postawy Rosji wobec Gruzji. Być może na chwilę przejrzano na oczy i zdecydowano się dokument podpisać. Donald Tusk nie docenia sprawy tarczy, a szerzej w ogóle polityki zagranicznej. Jest zorientowany na wybory prezydenckie i na dalsze utrzymanie władzy przez swoją partię. Polityka zagraniczna jest zakładnikiem tych założeń. Wszędzie tam, gdzie Donald Tusk uznawał, że aktywność, zabieganie o pozycję Polski przeszkadza w utrzymaniu poparcia wewnątrz kraju, wycofuje się. Ekipie Tuska chodzi o to, by się utrzymać w głównym nurcie polityki europejskiej i nie zabiegać o prawo do współdecydowania: zajmijmy się sprawami wewnętrznymi.

czytaj dalej


Co to znaczy, że jesteśmy w NATO członkiem drugiej kategorii? Jest przecież artykuł 5, który zobowiązuje Sojusz do obrony Polski, gdy zostaniemy zaatakowani. Czego nam jeszcze trzeba?
Słynny Ron Asmus, jeden z architektów rozszerzenia NATO o Polskę, mówił kilka miesięcy temu w „Polityce”: „Przez 10 lat nie stworzyliśmy na kontynencie nowego planu obrony dla starych i nowych członków. W związku z tym niektóre kraje są bardziej narażone niż inne”. Od zakończenia zimnej wojny dostajemy od zachodnich sojuszników informacje, że artykuł 5 nie może być rozumiany jako automatyczna reakcja. To jest dla nas problem. My, leżąc na skraju Unii i NATO, musimy mieć absolutną pewność, że mechanizm obrony będzie automatyczny. A dziś takiej pewności nie mamy. Widzimy dzisiaj kazus krajów bałtyckich, o których jawnie niektórzy politycy Sojuszu mówią, że są nie do obrony.

>>> Klich: USA nie rezygnują z tarczy

Jakby wyglądałaby reakcja NATO, gdyby na wschodniej granicy Polski doszło do poważnych incydentów? Na co możemy liczyć?
Chciałbym, żeby ze strony Brukseli przyszła natychmiastowa pomoc. Aby nie była to reakcja: usiądźmy, porozmawiajmy, zastanówmy się, jak adekwatnie odpowiedzieć.

Ale jak pomogłaby nam tarcza? Chodzi o to, że Amerykanie mają tu swoich żołnierzy, cenną instalację wojskową? I jeśli zaczyna się dziać coś złego, reagują natychmiast?
Tak. Obecność takiej instalacji wojskowej przełamuje wreszcie sytuację, z którą mamy do czynienia od 1999 roku. Politycznie i gospodarczo weszliśmy do obszaru transatlantyckiego, ale status naszego bezpieczeństwa nie jest do końca określony.

Tyle że rząd podkreśla, iż tarcza nie zwiększa naszego bezpieczeństwa, ale wręcz naraża nas na agresję Rosji, która wyceluje w nasz kraj swoje rakiety. To chyba ważny argument?Czy jest w Europie jakieś państwo, którego bezpieczeństwo się obniżyło z powodu obecności amerykańskich wojsk? Nie ma. Czy mogą panowie znaleźć państwo w Europie, które chce wyrzucić amerykańskie bazy? Nie ma takiego państwa. To my idziemy całkowicie w poprzek.

czytaj dalej


Czy fiasko tarczy oznacza, że nie będzie baterii rakiet Patriot w Polsce?
Niekoniecznie. Te sprawy zostały rozdzielone w negocjacjach. To też być może być element rekompensaty za to, że tarczy w Polsce nie będzie.

To będzie ćwiczebna bateria patriotów?
To jest bateria bojowa, która stacjonuje w Niemczech. Ona podróżuje głównie na Bliski Wschód, do miejsc, w których pojawia się jakieś wahnięcie nastrojów. Uznano, że jej podróże mogą być rozszerzone o wizyty w Polsce. Gdyby rząd szybciej negocjował, bylibyśmy dziś po trzeciej wizycie patriotów w Polsce.

Czy bateria będzie wyposażona w pociski bojowe?
Na razie nie ma powodu, by ćwiczyć ostre strzelanie czy tym bardziej bronić naszego terytorium. Po drugie w Polsce nie ma miejsca, w którym takie pociski można składować. Najpierw trzeba wybudować bunkier za kilkadziesiąt milionów dolarów.

Dlaczego administracja prezydenta Obamy nie chce tarczy?
Dla Baracka Obamy priorytetem są teraz sprawy wewnętrzne: walka z kryzysem, zmiany w systemie służby zdrowia. W polityce zagranicznej najważniejsze jest niedopuszczenie do powtórki z 11 września. Dlatego Amerykanie rzucają wszystkie siły w miejsca, gdzie istnieją centra terrorystyczne, po to żeby neutralizować zagrożenie. Zachowują wojsko w Iraku, trzymają w szachu talibów w Afganistanie, prowadzą asertywną politykę wobec Iranu czy Korei Północnej. Wszystko po to, by nie dopuścić do ataku na Amerykę. Obama poszukuje partnerów, którzy mogą mu w tej polityce pomóc. Uznano, że pewnej pomocy może udzielić Rosja.

Na jaką rosyjską pomoc liczą Amerykanie?
Oczekują, że Rosja odstąpi od pomocy w irańskim programie nuklearnym i uzbrajania Iranu. Ale Rosji wcale na tym nie zależy, bo polityka irańska jest Moskwie na rękę. Zachowanie Teheranu komplikuje sytuację USA na Bliskim Wschodzie. W Afganistanie Rosja też nie ma wiele do zaoferowania. Nie jest w tamtym rejonie krajem popularnym. Nie ma możliwości mediacji. Moskwa może pomóc jedynie przy transporcie amerykańskiego sprzętu, ma też wiedzę na temat ruchów terrorystycznych na terenie Azji Środkowej. W sumie to niewiele.

czytaj dalej


Panie ministrze, jeszcze raz, czy dziś, 27 sierpnia, możemy powiedzieć, że tarczy w Polsce nie będzie?
Jest wiele oznak, że Amerykanie wybiorą wariant pośredni. Przy założeniu, że Iran ma rakiety o zasięgu tylko 2 tys. km, Waszyngton odpowie tarczą mniejszego zasięgu. Jej elementy będą zlokalizowane wokół Iranu. Boeing zaproponował nawet mobilną tarczę, którą można będzie przewozić samolotami. Trwają testy antyrakiet umieszczanych na okrętach. To oznacza, że Obama wychodzi z twarzą wobec swojego społeczeństwa, bo odpowiada na zagrożenie irańskie. Jednocześnie może sprzedać, że to jest niekonfrontacyjne wobec Rosji. A nam powiedzieć, że opcja polska jest na razie zawieszona, do momentu aż pojawi się adekwatne zagrożenie.

Panie ministrze, rząd zachowuje się bardzo spokojnie. Minister Bogdan Klich mówi jasno, że oczekujemy od USA „wypełnienia zasad zapisanych w ubiegłorocznych porozumieniach”.
Jestem przekonany, że polski rząd jest absolutnie świadomy, że tarczy u nas nie będzie.

*Witold Waszczykowski, wiceszef BBN, były główny negocjator porozumienia z USA o tarczy antyrakietowej