Słowa, za które wydawca "Gazety Wyborczej" pozwał Kaczyńskiego, padły we wrześniu 2007 roku w wywiadzie ówczesnego premiera dla "Rzeczpospolitej". Sąd uznał, że Kaczyński "zabrał głos w toczącej się debacie politycznej przed wyborami parlamentarnymi". I stwierdził, że polityk wyraził pogląd, którego głoszenie nie może być uznane za bezprawne.

"W przeciwnym razie doszłoby do ograniczenia debaty publicznej" - uzasadniał wyrok sędzia Jacek Sadomski.

Dodał, że porównanie "Gazety Wyborczej" do "Trybuny Ludu" z 1953 roku było celowo przesadzone, ale - jak stwierdził sędzia - wpisuje się w długą polemikę obu stron.