Kokainowe śledztwo prezydenta Kaczyńskiego
To prezydent Lech Kaczyński pomógł wyśledzić Artura P., swojego doradcę podejrzanego o handel narkotykami - ustalił DZIENNIK. Na początku lipca, po akcji CBA, prokuratura zarzuciła urzędnikowi wprowadzenie do obrotu 1,2 kg kokainy.
- Zatrzymany za narkotyki chce 30 tys. zł od prezydenta
- W szkołach łatwiej o narkotyki niż o papierosy
- Dwa lata więzienia za palenie z uczniami trawki
- Polska kokaina najczystsza i najtańsza
- Wiceszef CBA szantażował byłego doradcę prezydenta?
- Narkoman z Kancelarii Prezydenta zwolniony z aresztu
- Narkoman chce pracować w Kancelarii Prezydenta
- Robbie Williams: Heroina to moje hobby
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Były doradca broni się, twierdząc, że nie jest dilerem, a narkotyki kupował na własne potrzeby. Niedawno prokuratura otrzymała jednak opinię biegłych, którzy uznali, że P. nie jest uzależniony i tym samym podważyli jego linię obrony.
Artur P. nie złożył broni i zza krat postanowił się sądzić z byłym pracodawcą. Jak ujawniło w piątek "Życie Warszawy", zażądał 30 tys. zł odszkodowania za bezprawne zwolnienie z kancelarii. W pozwie do sądu domaga się również przywrócenia do pracy. Zdaniem jego adwokata prokurator nie ma dowodów winy, a kancelaria, wyrzucając go, złamała prawo. Prezydenccy urzędnicy roszczenia byłego doradcy uznają za bezzasadne. Tłumaczą, że Artur P. trafił do aresztu, usłyszał zarzuty, a to były wystarczające podstawy, by go dyscyplinarnie zwolnić.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!