Komorowski nie chce być prezydentem, ale...
Do wyborów prezydenckich jeszcze ponad dwa lata, ale Bronisław Komorowski zarzeka się już teraz, że nie ma prezydenckich ambicji. "W tej chwili zajmuję się parlamentem" - tłumaczył w radiu RMF. Ale marszałek Sejmu zostawia sobie uchyloną furtkę. "Życie jednak czasami zaskakuje" - zauważa przewrotnie.
- PiS z SLD żądają głowy ministra finansów
- Oto dowód na niewinność Wałęsy?
- Komorowski robi wino na działce
- Palikot: Komorowski na prezydenta!
- Lech Kaczyński: Wałęsa był "Bolkiem"
- Posłowie turyści wściekli na marszałka
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To poseł Janusz Palikot proponuje kandydaturę marszałka w wyścigu do fotela prezydenckiego. Kilka dni temu oświadczył, że Komorowski mógłby być kandydatem PO na urząd prezydenta w wyborach w 2010 roku, gdyby nie kandydował Donald Tusk.
"W tej chwili zajmuję się parlamentem, nie mam planów związanych z prezydenturą" - oświadczył Bronisław Komorowski w RMF. "Ale życie jednak czasem zaskakuje, stawia przed nami nowe zadania" - przyznał. Dlatego więc marszałek nie mówi "nie", choć deklaruje, że będzie przede wszystkim wspierał Donalda Tuska.
Komorowski krytykuje opozycję za zapowiedź złożenia wniosku o odwołanie ministra finansów Jacka Rostowskiego. Bo nie rozumie, co można ministrowi zarzucić. PiS tłumaczy, że chce odwołać ministra, gdyż nie obniża akcyzy na paliwa. Ale o wysokości akcyzy decyduje rząd jako całość, a nie minister. Dlatego zapowiedź wniosku PiS jest dla Komorowskiego polityczną demonstracją. "Chodzi tylko i wyłącznie o przygotowanie opinii publicznej do ostrzejszej krytyki rządu" - ocenił marszałek.
"Nic się specjalnie nie zatrzęsie, nawet żyrandol w Sejmie" - mówi marszałek. I dziwi się opozycji, że składa wniosek, który nie ma szans być przyjęty, gdyż koalicja ma większość wystarczającą do jego odrzucenia. Zapewnia, że wicepremier Pawlak i premier Tusk zastanawiają się, co zrobić, żeby ulżyć niedoli polskiego kierowcy.
Marszałek Komorowski broni też Lecha Wałęsy przed zarzutami o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. "Nawet jeżeli zdarzyło się coś w młodości złego, w okresie gdy był robotnikiem w stoczni, to nie należy z tego robić sprawy dzisiaj, kiedy to dotyczy symbolu polskiej <Solidarności>, polskich przemian" - mówił Komorowski, pytany w radiu RMF o książkę historyków IPN, która ma zawierać dowody rzekomej współpracy Lecha Wałęsy z bezpieką.
"Moje przekonanie jest takie, że Lech Wałęsa jako przywódca <Solidarności> był człowiekiem niesłychanie szlachetnym i dzielnym. Próba obniżenia jego rangi, autorytetu z tytułu być może słabości z czasów dużo wcześniejszych jest, według mnie, nieodpowiedzialnością" - mówił Bronisław Koomorowski.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!