Oryginalne dokumenty dotyczące agenta SB "Bolka" zaginęły. Były prezydent i jego ówcześni współpracownicy twierdzą, że w teczce, którą z Urzędu Ochrony Państwa wyciągnął dla Lecha Wałęsy ówczesny minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski, były tylko kserokopie.

Tymczasem dziś w porannym programie radiowej Jedynki Jarosław Kaczyński powiedział, że widział autentyczne dokumenty TW "Bolka". Pokazał mu je właśnie Andrzej Milczanowski. Kaczyński - dziś prezes Prawa i Sprawiedliwości - był wtedy szefem Kancelarii Prezydenta i blisko współpracował z Lechem Wałęsą. Przyznał, że nawet bronił w tej sprawie byłego prezydenta przed Milczanowskim.

Andrzej Milczanowski twierdzi jednak, że prezes PiS mija się z prawdą. "Kaczyński kłamie, i to nie po raz pierwszy" - mówi w radiu TOK FM. "Były to kserokopie pisma ręcznego. Na ich podstawie nie można ustalić, że pochodzą z ręki Wałęsy" - przyznaje były szef MSW i dodaje, że tak wynika z ekspertyzy grafologa, który badał dokumenty.

Kaczyński zapewnia, że dokumenty, które widział, to doniesienia TW "Bolka". "Ja widziałem teksty, które pan Milczanowski przedstawił mi jako oryginalne, sprawdzone grafologicznie" - mówił szef PiS.

Dlaczego Jarosław Kaczyński dopiero teraz o tym opowiada? Twierdzi, że gdy się o tym dowiedział, była to tajemnica państwowa, której nie mógł nikomu zdradzić. A poza tym nie miał pewności co do dalszej polityki Wałęsy. Szef PiS dodaje też, że gdyby na początku lat 90. oskarżył Lecha Wałęsę o współpracę z SB, zostałby publicznie potępiony.

Przeszłość Lecha Wałęsy i jego kontakty z SB stały się tematem numer jeden po wydaniu książki Instytutu Pamięci Narodowej, w której autorzy otwarcie oskarżają byłego prezydenta o donoszenie na swoich kolegów za pieniądze.

Lech Wałęsa wszystkiemu zaprzecza i grozi wytoczeniem procesów sądowych.