Wyniki badań zaskakują, tym bardziej że to właśnie w resorcie pracy działa departament ds. kobiet, rodziny i przeciwdziałania dyskryminacji.

Badanie "Równe traktowanie kobiet i mężczyzn w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej" przeprowadzono w ramach projektu "Gender Index" realizowanego przy udziale środków unijnych. DZIENNIK dotarł do jego wyników. Ankieta miała sprawdzić, jak w resorcie pracy realizuje się zasadę równości płci. Przeankietowano 34 mężczyzn i 124 kobiety zatrudnionych w urzędzie.

>>>Molestowana seksualnie? Szefowie tak mają

Co piąta kobieta mówiła o poczuciu "długotrwałego upokarzania lub gnębienia przez przełożonych lub kolegów/koleżanki z pracy". "O czym mówimy? O pogardzaniu człowiekiem. Mnie samej zdarzało się wybiegać z płaczem z pokoju" - mówi nam jedna z urzędniczek.

Cztery kobiety przyznały, że miały propozycje "o charakterze seksualnym". Ponad 60 proc. przebadanych kobiet przyznało, że nie wiedziałoby, do kogo się zwrócić z problemem molestowania czy mobbingu. W resorcie nie było szkoleń o przeciwdziałaniu dyskryminacji.

Zaskakują też informacje o łączeniu obowiązków zawodowych z rodziną. Tylko 10 proc. zatrudnionych kobiet pracuje w niepełnym wymiarze godzin, co uznaje się za jedną z form łączenia obowiązków zawodowych z wychowywaniem dzieci. Pracownicy pytani o programy i rozwiązania pozwalające godzić życie rodzinne z pracą zawodową, odpowiadali w większości, że takich rozwiązań nie ma albo że nie wiedzą, czy one istnieją.

"To akurat nie jest nic przerażającego. W ministerstwach pracuje się od ósmej do szesnastej. Trudno znaleźć miejsce, które daje rodzicom równie komfortowe warunki" - komentuje minister pracy w rządzie PiS Joanna Kluzik-Rostkowska.

Przyznaje jednak, że poważnie należy podejść do informacji o przypadkach mobbingu. "Akurat resort pracy to powinno być miejsce, gdzie o czymś podobnym nie może być mowy. Prawda jest jednak taka, że ministerstwa są bardzo zhierarchizowane. Podejrzewam, że większość urzędników w życiu nie ośmieliłoby się poinformować kogokolwiek, że czuje się mobbingowana" - mówi posłanka PiS. I zapewnia, że kiedy sama była ministrem, jej gabinet "był zawsze otwarty". "Ale tak naprawdę szefem urzędników nie jest minister, ale dyrektor generalny. Wynikom badań trzeba się dokładnie przyjrzeć: sprawdzić, czy sytuacje, o których mówią pracownice, wydarzyły się w ostatnim roku, czy w ostatnich kilkunastu latach" - dodaje Kluzik-Rostkowska.

"Nie widziałam jeszcze wyników badan z ministerstwa pracy, ale zajmuję się już problemem mobbingu" - zapewnia DZIENNIK Elżbieta Radziszewska, która w rządzie Donalda Tuska odpowiada za walkę z dyskryminacją, zapewnia, że w jej biurze działa już zespół zajmujący się problemem mobbingu.

Obecna minister Jolanta Fedak twierdzi, że o przypadkach mobbingu słyszała od samych urzędników, ale miały miejsce w czasach, gdy resort pracy podlegał jeszcze pod ministerstwo gospodarki. "Takie ankiety, jakie teraz wypełniają urzędnicy, są potrzebne. Mogą pomóc w eliminacji mobbingu, gdyby jeszcze się zdarzał" - zapewnia minister Fedak. I dodaje, że podobnych przypadków nie będzie tolerować.

Pod koniec września ubiegłego roku ministerstwo zatrudniało 778 osób, z czego 74 proc. to kobiety.