Były prezydencki minister nie był agentem
Andrzej Krawczyk nie skłamał w swoim oświadczeniu lustracyjnym - tak brzmi wyrok sądu w sprawie byłego ministra w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Krawczyk domagał się uznania, że nie był agentem PRL-owskiego WSW. Sąd to potwierdził i dodał, że "sam fakt podpisania zobowiązania nie oznacza, że ktoś był agentem".
- Prezydencki minister na liście agentów SB
- Paszkowski: Dobrze, że spór się skończył
- Kaczyński przegrał starcie z Sikorskim
- Rząd kiwa prezydenta: Krawczyk jedzie za granicę
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Proces Krawczyka był ostatnią sprawą, jaką zajmował się sąd lustracyjny. Jutro wchodzi w życie nowa ustawa lustracyjna, która likwiduje tę instytucję i sprawy lustracyjne oddaje w ręce sądów powszechnych.
W procesie Krawczyka zeznawał m.in. Andrzej Friszke, który zna Krawczyka od lat 70. Wspominał rozmowy, jakie odbył z byłym prezydenckim ministrem w 1982 roku. "Andrzej Krawczyk opowiedział mi roztrzęsiony, jak go zatrzymano i szantażowano; pytał, co ma zrobić" - opowiadał Friszke. Dodał, że pierwszy raz spotkał się z taką sytuacją.
Świadkowie potwierdzili przed sądem zapewnienia Krawczyka, że mimo iż podpisał zobowiązanie, nie podjął współpracy z wojskową służbą specjalną PRL. A o wszystkim poinformował swoich współpracowników z opozycji.
Do sądu dotarły także akta tajnego współpracownika kontrwywiadu wojskowego "Krzysztof", którym miał być właśnie Krawczyk. Wynika z nich, że współpraca została formalnie zakończona w październiku 1988 r. Według dokumentów, oficer kontrwywiadu chciał wyrejestrować TW "Krzysztofa", bo ten nie chciał obciążać ludzi opozycji, był nielojalny wobec służb, nieszczery, zrywał spotkania bez powodów.
Autolustracja Krawczyka miała związek z lutowymi doniesieniami mediów. Wyszło wtedy na jaw, że w czasie stanu wojennego Krawczyk podpisał zobowiązanie do współpracy z Wojskową Służbą Wewnętrzną. Sam prezydencki minister tłumaczył, że tak naprawdę współpracy nigdy nie podjął, a do podpisania dokumentu zmuszono go szantażem po aresztowaniu za kolportaż ulotek.
Krawczyk zapewniał, że kiedy tylko wyszedł na wolność, natychmiast oświadczył oficerowi WSW, że nie będzie współpracował. Przyznał też, że nie powiedział o sprawie prezydentowi Kaczyńskiemu, gdy ten zdecydował się zatrudnić go w swojej kancelarii. Sam prezydent ocenił niedawno, że jego zdaniem sprawa lustracyjna Krawczyka "jest dla niego wygrana".





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!