To nie wybory nas podzieliły, ale zaborcy
Hasła wyborcze, w których przekonywano, że Polska jest jedna to bajki. Nasz kraj można podzielić na Polskę A i Polskę B – mówią socjologowie, których zapytaliśmy, dlaczego w jednych regionach ludzie nie boją się liberalnych haseł, a w innych bliski jest im konserwatyzm.
- Wódka, mój narodowy symbol
- Polska jest na poziomie Rumunii
- Nędza prowincji, czyli Polska A i B
- Oto ludzie, którzy uratowali Polskę
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -25°C max. 1°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Przez Polskę przetaczają się wojny i rewolucje, zmieniają ustroje, a podział na Polskę A i B ma się dobrze. Ale wybory prezydenckie pokazały, że na tej mapie pojawiają się ogniska zmiany. I za parędziesiąt lat rozniosą ten podział w puch.
Polska pęka wzdłuż linii Wisły. Na wschód od niej królują poglądy konserwatywno-socjalne i zaczyna się kraina Kaczyńskiego. Na zachód liberalne, tu zwycięża Komorowski. Na razie. Bo społeczeństwo to żywa tkanka, która - choć powoli, niezauważalnie, ciągle się zmienia. - Ludzie migrują z jednego końca kraju na drugi, poszczególne regiony bogacą się albo biednieją. Te procesy mogą wyborczą mapę Polski całkiem przemieszać - mówi socjolog profesor Włodzimierz Pańków.
Pociąg do cywilizacji
Np. Podlaskie to tradycyjnie bastion poglądów konserwatywnych. Jeszcze w poprzednich wyborach prezydenckich Lech Kaczyński zdobył tam 63 procent głosów. W niedzielę znowu bezapelacyjnie wygrał tutaj kandydat PiS, uzyskując ponad 57 procent poparcia. Jednak nie w całym regionie wyniki były tak oczywiste, bo w samym Białymstoku zwycięzcą (52 proc.) jest Bronisław Komorowski.
To tylko jeden z przykładów zmian, jakie zachodzą na mapie preferencji wyborczych Polaków. - Powoli, ale wyraźnie widać, jak pojedyncze powiaty czy miasta zaczynają zmieniać swój polityczny profil - tłumaczy Pańków.
I tu Białystok jest idealnym przykładem. Wraz z bogaceniem się miasta, napływem studentów, rozwojem przedsiębiorczości zwiększa się w nim liczba elektoratu liberalnego. Wystarczy porównać: jeszcze pięć lat temu preferencje między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem w samym mieście rozkładały się niemalże idealnie po połowie. Teraz zwyciężył liberał.
Czyta dalej...
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!