Co Kaczyński powiedział Mazowieckiemu na boku?
Wiele już słów zostało wypowiedzianych na temat przemówienia Jarosława Kaczyńskiego na rocznicowym zjeździe Solidarności. Ale nikt, do tej pory, nie wiedział, co wydarzyło się dalej. Zdradza to były premier Tadeusz Mazowiecki. Relacjonuje, że szef PiS podszedł do niego i tłumaczył, o kim mówił, oskarżając o chęć zawarcia złego kompromisu z komunistyczną władzą w 1980 roku.
- Kaczyński w ogniu krytyki. Czyjej? Szefa Solidarności!
- Lech Kaczyński w stoczni. Jak to było naprawdę?
- Owacja dla Kaczyńskiego. Furia Krzywonos
- Wałęsa: Dlaczego Kaczyński mówił? Wylosowali go?
- Komorowski rozżalony rocznicą Porozumień Sierpniowych
- Buzek wzywa do zgody "w rodzinie Solidarności"
- Borusewicz o Kaczyńskim: Kolanem wcisnąłem go do Senatu
- Szef PiS bardzo ostro atakuje partię rządzącą
- Współautor książki o Wałęsie broni Geremka
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Pierwszy niekomunistyczny szef rządu zdradził w TOK FM, co Jarosław Kaczyński powiedział mu po zejściu z mównicy. "Tadeusz, nie o tobie mówiłem" - odezwał się szef PiS. Zapytany, w takim razie kogo miał na myśli, Kaczyński odpowiedział: "O tym, który zmarł". Z kontekstu wynikało, że chodziło o Bronisława Geremka.
Szef PiS podczas swojego przemówienia na zjeździe Solidarności przeciwstawiał swojego brata i jego postawę właśnie grupie doradców, którzy - jego zdaniem - chcieli się dogadać z komunistami.
Nieskory zazwyczaj do ostrych sformułowań Tadeusz Mazowiecki tym razem jednoznacznie ocenił słowa prezesa Prawa i Sprawiedliwości: "Uważam ten fragment wystąpienia Kaczyńskiego za niegodziwość i nikczemność".
Były premier pytany, czy przemówienie Jarosława Kaczyńskiego wpisuje się w nową strategię polityczną PiS, odpowiedział: "Nie wiem, czy to można nazwać strategią czy taktyką, czy można to nazwać chorobą jakąś".


























~polpl2011-02-24 16:44
Cały ten okrągły stół to pic agentury i esbecji.
~Kazik2011-02-24 16:27
mnie ciekawi gdzie podzialy sie teczki kaczynskich, kiedy oni sie wybielili wierni komunisci,
kazdy kto byl w opozycji albo sluzyl komunistom mial teczke,
albo cudo jakies.
~waldek2010-09-05 12:15
Tadziu szkaluje dziś Kaczyńskiego,tak jak szkalował biskupa Kaczmarka.Pan każe,sługa musi.
~Wiesio132010-09-03 15:33
Czy można wreszcie to ujawnić?
Komentarz • „Dziennik Polski” (Kraków) • 3 września 2010
Znany z „postawy służebnej” Tadeusz Mazowiecki zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu „nikczemność”, bo powołując się na swego nieżyjącego brata wystąpił przeciwko również nieżyjącemu Bronisławowi Geremkowi, który „nie może się bronić”. Bronisław Geremek rzeczywiście bronić się nie może, no ale Tadeusz Mazowiecki przecież żyje i w związku z tym może nie tylko się bronić, ale pewne sprawy wyjaśnić. A wyjaśnienia wymagałby nawet sposób, w jaki Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek dostali się do Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. Według oficjalnej, zatwierdzonej do wierzenia wersji wydarzeń, przybyli tam samochodem Bronisława Geremka. Ale Andrzej Kołodziej, przywódca strajku w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni twierdzi: „Również później dowiedzieliśmy się, że doradców przywieziono do Gdańska samolotem rządowym”. Anna Walentynowicz w wywiadzie dla miesięcznika „Arcana” dodaje, że „najpierw spotkali się z I sekretarzem KW Fiszbachem, naradzili się, a potem przyszedł Mazowiecki z Geremkiem i odczytali nam poparcie 64 intelektualistów”.
Więc jak to było naprawdę? Samochodem, czy samolotem? Najpierw do Stoczni, czy najpierw do sekretarza Fiszbacha? Co powiedział sekretarz Fiszbach, czy wyznaczył jakieś zadania? No bo później w Stoczni – relacja Krzysztofa Wyszkowskiego: „Tadeusz Mazowiecki z kolegami przyjechali do Stoczni z zamiarem namówienia strajkujących do odstąpienia od postulatu nr 1, czyli WZZ i zadowolenia się demokratycznymi wyborami w ramach CRZZ. Rozmawiałem z Mazowieckim zaraz po jego przybyciu do Sali BHP i wskazał mi właśnie taką granicę, pisząc na kartce różne możliwości.” A Andrzej Kołodziej w swojej relacji dodaje: „Następnego dnia po przybyciu na strajk tzw. "doradców" warszawskich Jadwiga Staniszkis (która dotarła do Stoczni już wcześniej – SM) na niejawnym, spotkaniu (w hali wydziału W-3 Stoczni Gdańskiej) wyjaśniła nam rolę, jaką mają do spełnienia owi doradcy zrozumieliśmy, że w zasadzie są oni emisariuszami komunistycznej władzy. Ich podstawowym zadaniem miało być przekonanie nas do rezygnacji w postulatu dot. Wolnych Związków Zawodowych.” Dlaczego jednak władze – i co za władze – miały interes w obarczaniu doradców takim zadaniem? Jeśli strajki były przez władzę tolerowane jako narzędzie zmiany kierownictwa, to przecież kandydaci na nowych szefów nie byli wcale zainteresowani, by sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Przypuszczenie to potwierdza relacja Ludwika Dorna: „Przypuszczenie, że ośrodkowi związanemu z Kanią zależało na tym, by eksperci znaleźli się w Gdańsku, można uznać za wysoce prawdopodobne.” Stanisław Kania był podówczas członkiem Biura Politycznego i sekretarzem KC PZPR a w przeszłości – kierownikiem Wydziału Administracyjnego KC, sprawującego nadzór nad wojskiem, milicją, SB, niezawisłymi sądami, duchowieństwem oraz koncesjonowanymi organizacjami katolickimi. Nazwa skromna, a władza – ogromna. Nie potrzeba chyba dodawać, że po obaleniu na skutek sierpniowych strajków Edwarda Gierka, I sekretarzem KC PZPR został właśnie Stanisław Kania. „Doradcy” byli bliscy sukcesu. Relacja Ludwika Dorna o wydarzeniach 27 sierpnia 1980 r: „Prezydium MKS po dyskusji z ekspertami zgodziło się na to, że w przypadku "mniej przychylnego rozwoju sytuacji" akceptuje reformę CRZZ” – co nie tylko rozwiązywało władzy ręce, ale również oznaczało zgodę na odstąpienie od postulatu nr 1, czyli niezależnych (od PZPR) związków zawodowych. I Ludwik Dorn konkluduje: „w Porozumieniu Gdańskim znalazł się jednak zapis o utworzeniu niezależnych samorządnych związków zawodowych. Jest w tym podwójna niejako zasługa strajkujących pracowników Wybrzeża: walczyli o wolne związki nie tylko z władzami, ale i z własnymi ekspertami”.
Toteż Krzysztof Wyszkowski pisze: „Wzywam do zabrania głosu jej (Henryki Krzywonos – SM) przyjaciela i sponsora Bogdana Borusewicza (...) To Borusewicz nazwał doradców "różowymi pająkami" (...) To Borusewicz (wspomagany przez Konrada Bielińskiego) na posiedzeniu Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej tak ostro atakował doradców, że Bohdan Cywiński chciał natychmiast opuścić Stocznię.” A zatem – czy Tadeusz Mazowiecki, który przecież żyje, jest pełen wigoru i planów na przyszłość, zdecyduje się opowiedzieć, jak na spowiedzi, jak to właściwie było z tym Stanisławem Kanią i doradzaniem – czy też do spółki z Lechem Wałęsą i innymi zainteresowanymi, w ramach „postawy służebnej” będzie umacniał legendę spreparowaną ad usum Delphini?
Stanisław Michalkiewicz
~kornik2010-09-03 12:35
Tacy politycy jak Mazowiecki od dawna dogadywali się z komunistami, byle zachować mandat posła, byle być przy korycie. Podam przykład:
Podczas wydarzeń marcowych w 1968 Jerzy Zawieyski wraz z kilkoma posłami Koła "Znak" wystosował interpelację poselską w obronie studentów brutalnie pobitych przez milicję. Po miesiącu zareagował na nią krytycznie premier Józef Cyrankiewicz, a z mównicy sejmowej zaatakował w wystąpieniu Józef Ozga-Michalski i Zenon Kliszko (wówczas prawa ręka Gomułki). 10 kwietnia Zawieyski odpowiedział na ataki godnym przemówieniem biorącym w obronę zarówno studentów jak i posłów "Znaku". Ujął się również za pisarzami, a w szczególności za "pobitym przez nieznanych sprawców" Stefanem Kisielewskim.
Wystąpienie Zawieyskiego wywołało w sejmie polityczną burzę wokół jego osoby i nie szczędzono mu przy tym obelg i pomówień. W rezultacie zrzekł się funkcji członka Rady Państwa. Zawieyskiego pozbawiono mandatu poselskiego , stawał się też obiektem szykan. Było to o tyle bolesne, że nie poparli go jego partyjni koledzy z katolickiego ugrupowania "Znak"(m.in. T. Mazowiecki). Krytykowany z obu stron w dziesięć dni po partyjnej nagonce dostał wylewu do mózgu.
Po tym zdarzeniu leczył się przez dłuższy czas w Lecznicy Ministerstwa Zdrowia na ulicy Emilii Plater w Warszawie. Specjaliści uznawali, że leczenie przynosi pozytywne skutki, a skutki wylewu cofają się. Zawieyski odzyskał mowę, wychodził na spacery po korytarzu. Stanisław Trębaczkiewicz relacjonował, że jednak bardzo cierpi psychicznie z powodu zaników pamięci. Zginął (?)wypadając z okna trzeciego piętra szpitala. Oficjalna wersja uznała jego śmierć za samobójstwo, lecz liczne poszlaki wskazują, że mogło być to morderstwo polityczne.
Czy wówczas Mazowiecki zachował się jak przyjaciel Zawieyskiego? Nie, wolał schować głowę w piasek.
Konformizm miłośników PO ma więc swe korzenie w konformizmie takich ludzi jak Mazowiecki.
~Rębajło2010-09-03 12:33
Przecież Jaro wiedział że stanie się tak jak się stało więc po co miał lecieć
~ja anna2010-09-03 12:18
Rano w stoczni wbijali robotnikom do głowy
co w nocy przy kielichu w hotelu ustalili z komuchami.
Starzy już są i okrutnie pomarszczeni ze zmartwienia
jak św.Piotr na cygaństwo zareaguje.
~mkk2010-09-03 11:29
Gdy prezes Kaczyński źle mówi o innych umarłych (t.j. kłamie o Geremku), to daje legitymację, aby żle mówić o zmarłym Lechu.
Zreszta o Lechu nie trzeba mówić źle: wystarczy powiedzieć prawdę, bo był marnym prezydentem.
A swoją droga żal mi p. JArosława. Najwyraźniej depresja go zabija, a jego współpracownicy z PiSu - wykorzystując jego niezrównoważenie - rogrywają jego szalone wypowiedzi dla swej egoistycznej korzyści.
~internauta_kosmonauta2010-09-03 11:02
O ile nie popieram Kaczyńskich, o tyle w tych sprawach ma on rację. Ostatnio był reportaż w TV o Stoczni Szczecińskiej, zachowanie Mazowieckiego w tej sprawie było skandaliczne. Miał kompletnie gdzieś stoczniowców.
~Szwejo2010-09-03 11:00
A czy przypadkiem porozumienia sierpniowe nie były dogadaniem się z komunistami i nie był to kompromis?
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!