Oficjalnie zależy nam na wzmocnieniu polityki wschodniej UE, przyspieszeniu prac nad bezpieczeństwem energetycznym i wspólnym rynkiem wewnętrznym. Będziemy też bronić wersji unijnego budżetu na lata 2014 – 2020, który przedstawiła Komisja Europejska. Zakłada on, że dostaniemy ponad 10 mld euro więcej niż w obecnej perspektywie.

Niestety czas, kiedy obejmujemy przewodnictwo, nam nie sprzyja. Wciąż trudna jest sytuacja w Grecji, a kraje UE nie są zgodne, jak ratować ją przed bankructwem.

Ale Polska ma także inne, ciche cele. Pierwszy to Eurogrupa. W niedzielę ministrowie finansów strefy euro zbierają się, by dyskutować, co dalej z Grecją. Polska jako kraj przewodzący Unii ma być o efektach informowana. Nasze ambicje są jednak większe. Chcemy brać – co będzie nowością – udział w jej posiedzeniach.

Podczas prezydencji Polska dostanie do ręki jeszcze jeden instrument. Jako kraj przewodzący będziemy brać udział w posiedzeniach grupy G20. – Węgrzy tego nie robili – mówi nam członek rządu.

W listopadzie w Cannes ma się odbyć szczyt G20. A podczas czterech spotkań na szczeblu ministerialnym, które odbędą się w lipcu, we wrześniu i w październiku, ma zostać wypracowane stanowisko na listopadowy szczyt, który ma się zająć m.in. systemem monetarnym, usługami finansowymi czy walką z nadużyciami finansowymi. Chcemy mieć na to wpływ.