"Po 20 latach bycia w Sejmie - w środku lub tuż obok wszystkich najważniejszych wydarzeń w polskiej polityce - nabrałem głębokiego wewnętrznego przekonania, że niczego więcej nie mogę dać krajowi, Sejmowi, polityce. Oddałem parlamentowi i polityce swój najlepszy czas" - powiedział w piątek PAP Martyniuk, tłumacząc swoją decyzję.

"Drugi powód wiąże się z tym, że nie mogę zgodzić się na ten rodzaj polityki, który mamy obecnie. Jestem politykiem starej daty, nie akceptuję politykierstwa i politycznej hucpy. Jestem pozytywistą, zwolennikiem pracy organicznej, pracy u podstaw. Dzisiejsza polityka tabloidyzuje się, nie chcę jej firmować" - dodał poseł, który wcześniej był m.in. rzecznikiem dyscypliny w klubie SLD.

Martyniuk zapewnił, że jego rezygnacja z kandydowania nie wynika z konfliktu z szefem partii - o czym spekulowała prasa - ani z tego, że na gliwickiej liście proponowano mu dopiero szóste miejsce. "Wewnętrzną decyzję w tej sprawie podjąłem już dość dawno" - powiedział, deklarując zarazem, że pozostanie członkiem Sojuszu i będzie popierał jego kandydatów w wyborach.

Tymczasem szef SLD Grzegorz Napieralski pytany o Martyniuka na konferencji prasowej w Szczecinie odparł, że jeśli tylko będzie chciał, "ma on miejsce na liście poselskiej, bo jest parlamentarzystą, który w Sejmie zasiada od lat".

Dodał jednak, że wspólnie z posłem rozważał także inne scenariusze "jego drogi życiowej". Zaznaczył, że zgodnie z umową obu polityków szczegóły tych ustaleń pozostaną między nimi. Wyjawił jedynie, że rozmowy dotyczyły różnych wariantów i możliwości wykorzystania doświadczenia Martyniuka.

"Poseł sam podejmie decyzję co do swego startu. Jeśli nie wystartuje w wyborach parlamentarnych, na pewno będzie chciał się angażować w pracę zawodową. Na moją pomoc jako szefa partii i kolegi klubowego może liczyć" - dodał. Zadeklarował, że będzie się starać, by doświadczenie Martyniuka było cały czas wykorzystywane.

Decyzja Martyniuka rozczarowała byłego szefa Sojuszu Wojciecha Olejniczaka. "Szkoda, ja uważam, że Wacław Martyniuk w swojej działalności jest dzisiaj nie do zastąpienia - jest potrzebny zarówno dla funkcjonowania lewicy w Sejmie, jak i całego parlamentu" - podkreślał Olejniczak.


Jak dodał, do Martyniuka, który jako sekretarz klubu często bywał na posiedzeniach Konwentu Seniorów, mieli zaufanie kolejni marszałkowie Sejmu z innych partii. "Jestem więc rozczarowany, że nie będzie go na liście SLD" - zaznaczył europoseł Sojuszu.

Tomasz Kalita, który w jesiennych wyborach będzie liderem gliwickiej listy, w 2007 r. bez powodzenia starał się o poselski mandat z Warszawy. Ostatnio spekulowano jednak, że wystartuje z Bielska-Białej w woj. śląskim (Kalita wychował się w pobliskich Czechowicach-Dziedzicach). Ostatecznie jednak kierownictwo regionalnego Sojuszu zdecydowało, że Kalita wystartuje w Gliwicach.

"Zarząd wojewódzki zgodził się, żeby Tomasz Kalita wystartował z listy gliwickiej z numerem jeden" - powiedział w piątek PAP szef śląskich struktur SLD Zbyszek Zaborowski. Dodał, że rozmowy w sprawie list wyborczych Sojuszu nadal trwają. Pełne listy zostaną zaprezentowane najwcześniej w połowie lipca.

Sam Zaborowski będzie liderem listy w Katowicach. Lider śląskiego Sojuszu, który był posłem przez cztery kadencje parlamentu, był liderem katowickiej listy aż do 2007 r. Władze krajowe zdecydowały wówczas, że - wbrew rekomendacji regionalnych struktur - listę otworzy jeden z liderów SdPl Andrzej Celiński. Sprzeciwiający się temu Zaborowski ostatecznie w ogóle nie znalazł się wtedy na liście, groziło mu też usunięcie z partii. Następnie został członkiem zarządu woj. śląskiego poprzedniej kadencji; obecnie jest radnym województwa.

53-letni Zbyszek Zaborowski jest jednym z założycieli Socjaldemokracji Polskiej, a potem SLD. W latach 1994-1999 kierował Socjaldemokracją RP na Śląsku. Od 2003 r. stoi na czele regionalnych struktur SLD. Z wykształcenia jest politologiem, absolwentem Uniwersytetu Śląskiego.