PiS zaprezentowało spoty, które od wtorku będzie emitować w radiu i TV. Według rzecznika PiS Adama Hofmana, mówią one "bolesną prawdę" o Polsce pod rządami PO. Hofman podkreślił, że nie jest to kampania wyborcza, bo "jeszcze nie mamy ogłoszonego terminu wyborów", według niego jest to "statutowa kampania informacyjna".

Również w tym tygodniu w całym kraju pojawią się billboardy promujące program SLD. Będą wisiały do końca lipca. "Chcemy zwrócić uwagę na nasze prace programowe - podkreślił w rozmowie z PAP rzecznik Sojuszu Tomasz Kalita. Również on zapewnił, że billboardy nie łamią prawa, bo nie trwa jeszcze kampania wyborcza.

Zakaz umieszczania płatnych spotów wyborczych w radiu i telewizji w czasie kampanii oraz wywieszania plakatów i haseł wyborczych o powierzchni większej niż 2 m. kw. znajduje się w podpisanej przez prezydenta w lutym nowelizacji Kodeksu wyborczego. Kodeks ma wejść w życie 1 sierpnia.

Jednak politycy PiS zaskarżyli m.in. przepisy dotyczące płatnych spotów do Trybunału Konstytucyjnego, który sprawą ta ma zająć się w czwartek.

Dyrektor zespołu kontroli finansowania partii politycznych i kampanii wyborczych Państwowej Komisji Wyborczej, Krzysztof Lorentz powiedział w poniedziałek PAP, że w związku z tym, że Kodeks wyborczy ma wejść w życie 1 sierpnia, zawarte w nim zakazy dotyczące płatnych spotów i billboardów nie mają zastosowania do tego, co dzieje się w obecnej chwili, przed końcem lipca.

"W tej chwili tych zakazów, które są w Kodeksie wyborczym do żadnych przepisów zastosować nie można" - podkreślił ekspert. Jednocześnie Lorentz podkreślił, że nie można w tej chwili prowadzić kampanii wyborczej, bo wybory nie zostały jeszcze zarządzone.


"Kampania rozpoczyna się z dniem zarządzenia wyborów przez prezydenta. Ocena naruszenia przepisów karnych ustawy (Kodeksu wyborczego- PAP) należy do organów ścigania i sądów, a jeśli chodzi o działania PKW, to są one związane z badaniem sprawozdań finansowych składanych przez komitety wyborcze. Wszelkie działania PKW będą podejmowane w ramach tych uprawnień ustawowych, czyli wtedy kiedy komitety wyborcze złożą sprawozdania" - zaznaczył ekspert.

Dr Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego pytany, czy spoty i billboardy oraz "kampania informacyjna" prowadzona przez partie, to już kampania wyborcza, ocenił, że "to wszystko w istocie nie ma większego znaczenia, gdyż od 2005 roku żyjemy w świecie permanentnych kampanii wyborczych i tak naprawdę trudno powiedzieć, w którym momencie skończyła się poprzednia, a zaczęła kolejna".

"Różne niekonwencjonalne metody stosowane kiedyś w najgorętszym okresie walki wyborczej teraz są normalnymi eventami czynionymi po to, by zainteresować dziennikarzy" - zauważył. Jego zdaniem, wynika to m.in. ze zmian w roli mediów, szczególnie elektronicznych, które oczekują newsów, sensacji i niestandardowych zachowań.

Prof. Radosław Markowski (PAN, SWPS) pytany, czy - według niego - widać już elementy prowadzenia kampanii wyborczej, odpowiedział że "na pewno tak". Zaznaczył jednak, że to prawnicy i prokuratura są od tego, by oceniać, co jest kampanią, a co nie i czy w związku z tym łamane jest prawo.

Według niego, na próby prowadzenia kampanii wyborczej przed jej rozpoczęciem mogą reagować także dziennikarze i gdy widzą, "że ktoś organizuje coś, co jest niby-informacją, a tak naprawdę jest kampanią", powinni wychodzić. "Po prostu zamykacie mikrofony, zwijacie kamery i wychodzicie i niech sobie mówią do ściany" - apelował do mediów.

Platforma, PSL i PJN nie planują spotów, ani billboardów. Wiceszef klubu PO Waldy Dzikowski powiedział PAP, że Platforma chciała doprowadzić do zakazania partiom billboardów i spotów z publicznych pieniędzy także między kampaniami wyborczymi, ale - jak zauważył - nie udało się tego przeprowadzić. "Szkoda, że ta ustawa nie weszła w życie, a partie polityczne teraz to po prostu wykorzystują" - zaznaczył.


W jego ocenie, poprzez billboardy i spoty nie da się rozmawiać o problemach Polski i przekonywać wyborców do swojego programu.

"Ludziom należy się prawdziwa kampania, a nie proszek do prania, bajki, ludzie chcą oceniać posłów i senatorów za to, co robili w czasie trwania kadencji, a nie poprzez pozornie prawdziwe spoty i billboardy. Platforma skupi się na spotkaniach, na bezpośrednim kontakcie z wyborcami" - zapowiedział Dzikowski.

Również szef klubu PSL Stanisław Żelichowski uważa, że lepszą formą kontaktu z wyborcami są spotkania "face to face" i rozmowy o problemach kraju. "Partie powinny się ścigać na programy, a nie spoty, czy billboardy, my chcemy rozmawiać o tym, jak rozwiązywać dylematy Polski" - podkreślił.

Zdaniem polityka PSL, "polityka billboardowa" świadczy o słabości opozycji, bo - jak podkreślił - partie powinny mówić o dylematach rozwoju kraju i propozycjach ich rozwiązania.

Wiceszef klubu PJN Paweł Poncyljusz, odnosząc się do spotów PiS i billboardów SLD, stwierdził, że "niewątpliwie te partie polityczne zabolało, że nie będą mogły wydawać pieniędzy podatnika na wielkonakładowe kampanie billboardowe, medialne".