Polacy coraz mocniej dostrzegają konieczność reformy systemu emerytalnego. 13,6 proc. z nich uważa, że państwo jest bezsilne wobec problemu zbyt wielu grup uprzywilejowanych, a 13,2 proc. jest przekonanych, że wiek emerytalny kobiet i mężczyzn powinien być zrównany – wynika z sondażu Homo Homini dla „DGP”.

W ostatniej części cyklu omawiającego, jak partie polityczne chcą rozwiązać najbardziej dokuczliwe problemy, przedstawiamy pomysły na zmianę systemu emerytalnego. Chociaż bardziej adekwatne wydaje się stwierdzenie, że są to propozycje na zachowanie status quo.

Liczby są nieubłagane. Pod względem aktywności zawodowej Polacy na tle Europy wypadają blado. Biorąc pod uwagę wszystkich czynnych zawodowo obywateli w wieku od 20 do 64 lat, wśród 27 krajów Unii – według Eurostatu – Polska znajduje się na 8. miejscu od końca. W tym przedziale wiekowym pracuje 64,6 proc. osób. O ile jeszcze aktywność mężczyzn (71,6 proc. – 9. miejsce od końca w UE) mieści się w dolnej części europejskiej średniej, o tyle odsetek pracujących kobiet jest znacznie niższy – 57,7 proc. (8. miejsce od końca przy europejskiej średniej o blisko pięć lat wyższej).

I to właśnie ich aktywność zawodowa, obok pracy starszych osób, jest kluczem do podniesienia wskaźnika zatrudnienia Polaków. Widać to zwłaszcza wśród kobiet po 50. roku życia, których pracuje zaledwie garstka.

Gdy nałożymy na to wysoką emigrację oraz coraz mniejszą dzietność Polaków – obecnie wynosi ona u nas niespełna 1,4, podczas gdy europejska średnia wynosi ponad 1,6 – widać, że reforma emerytur jest koniecznością. Będzie musiała ją przeprowadzić któraś z kolejnych ekip.


Do konieczności zmian przyznaje się jedynie Platforma, choć w obecnej kadencji zatrzymała się w pół drogi. Z jednej strony wygasiła wcześniejsze powszechne emerytury w ZUS, ale nie podjęła decyzji o wydłużeniu wieku emerytalnego, nie zreformowała KRUS ani systemu służb mundurowych.

– Źródłem problemów jest szybko pogarszająca się relacja między liczbą osób ubezpieczonych i płacących składki a liczbą osób pobierających świadczenia – przyznaje Sławomir Piechota z PO. Wylicza, że o ile w 1970 r. było 2,34 mln emerytów i rencistów przy 11,07 mln pracujących i ubezpieczonych, to w 2009 r. relacja ta wyglądała: 7,5 mln do 14,5 mln.

Mimo że 40 lat temu pracujących było pięć razy więcej niż pobierających świadczenia, a obecnie jest ich tylko dwa razy więcej, PiS, SLD, PSL i PJN nie uznają konieczności podniesienia wieku emerytalnego – zwłaszcza kobiet. Zamierzają raczej szukać sposobów na uzyskanie większych wpływów do systemu emerytalnego, np. poprzez likwidację samozatrudnienia. Nie dość, że ograniczałoby to przedsiębiorczość, to dla wielu osób oznaczałoby konieczność płacenia wyższych podatków, a więc obniżenie dochodów.