Schetyna mówił we wtorek w TVN24, że oczekiwanie na raport komisji Millera trwa za długo, ale - jak podkreślał - gdyby była pewność, że zostanie udostępniony opinii publicznej w perspektywie najbliższych dni, to warto czekać. Dopytywany, czy w takim razie nie ma tej pewności, marszałek Sejmu powiedział: "Ja jej nie mam, bo ja nie tłumaczę, nie jestem przy tym raporcie".

Dopytywany w tej sprawie w środę na porannej konferencji prasowej marszałek powiedział, że publikacja raportu trwa "bardzo długo, ale to też musi trwać". "Możemy tylko poprosić siebie i wszystkich o cierpliwość" - dodał Schetyna.

Jak zaznaczył, termin publikacji raportu "nie zależy ani od rządu, ani premiera, ani od ministra Millera, ani od ekspertów". "Raport jest przygotowany, jest teraz tłumaczony, możemy tylko trzymać kciuki, żeby został dobrze przetłumaczony i by nie wywołał żadnych emocji po opublikowaniu" - powiedział marszałek.

"Wszystkie raporty, wszystkie wnioski komisji po katastrofach lotniczych trwają nie tylko miesiące, ale i lata. Być może w porównaniu do innych katastrof tempo nie jest tak wolne" - zaznaczył Schetyna.

Szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz ocenił w środę, że raport komisji Millera "nie będzie żadną rewolucją w wiedzy na temat tego, co się wydarzyło". Zdaniem Tomczykiewicza, emocje towarzyszące oczekiwaniu na ten raport mają przede wszystkim charakter polityczny. "Nie ma de facto emocji w społeczeństwie co do tego raportu, poza takimi emocjami politycznymi związanymi z wyborami" - zaznaczył polityk PO.

Jak dodał Tomczykiewicz, "wszyscy liczymy, że ten raport wkrótce będzie". "Czujemy zniecierpliwienie w mediach, stąd taka wypowiedź pana marszałka" - zaznaczył szef klubu Platformy.

Z kolei rzecznik PiS Adam Hofman ocenił, że Tusk gra raportem komisji i chce odsunąć tę sprawę "jak najdalej w termin wakacji". "To jest niedopuszczalna gra terminów" - stwierdził.


"Cóż, czekamy zdecydowanie za długo. Ja nie wiem, jak można robić w Polsce wybory, nie rozliczając się z tego, że państwo polskie zawiodło. Donald Tusk gra raportem, gra jego terminem, bo wie - jeśli nie wskaże winnych, Polacy się zapytają +dlaczego?+, jeśli wskaże - to będą to winni z jego obozu politycznego" - stwierdził rzecznik PiS.

Szef SLD Grzegorz Napieralski mówił na konferencji prasowej w Sejmie, że przeciąganie terminu opublikowania raportu powoduje nieufność Polaków wobec rządu i premiera. Jak podkreślał raport - według początkowych zapowiedzi - miał być opublikowany najpierw w lutym, a później odkładano to na kolejne miesiące.

"Jest czas wakacyjny, więc każdy wie, że nawet gdyby to się pojawiło teraz, to tylko po to, żeby nic się nie stało" - ocenił. Według niego to, że nie ma polskiego raportu, a raport strony rosyjskiej jest już od dawna powoduje, że w naszym kraju pojawiło się wiele teorii spiskowych co do przyczyn katastrofy.

Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski mówił, że gdyby był doradcą premiera, radziłby mu jak najszybsze opublikowanie raportu. "Ten raport powinien pokazać, jakie były procedury w poszczególnych instytucjach stosowane, a jakich nie było, żeby nigdy więcej do takiej katastrofy w przyszłości nie doszło" - oświadczył polityk.

Według niego publikacja raportu zmusi nas do zmierzenia się po raz kolejny z traumą prawdy dotyczącą przyczyn katastrofy i "uderzenia się we własne piersi".

Przygotowany przez komisję, kierowaną przez szefa MSWiA, ponad 300-stronicowy raport został przekazany premierowi pod koniec czerwca. Obecnie jest tłumaczony na angielski i rosyjski. Bezpośrednio po przetłumaczeniu ma zostać ujawniony. Rzecznik rządu Paweł Graś zapewniał w ubiegłym tygodniu, że nie ma problemu z tłumaczeniem raportu, tylko "musimy wziąć pod uwagę to, że to jest bardzo specyficzne słownictwo, bardzo specyficzna problematyka".