Prezes PiS stwierdza w rozmowie z dziennikiem, że jego zdaniem nie ma przesłanek do takiego ruchu. "Były różnego rodzaju zgrzyty, ale nie one wpłynęły na wynik wyborów" - tak Jarosław Kaczyński komentuje przebieg kampanii wyborczej.

Zdaniem szefa partii ewentualne opuszczenie ugrupowania przez europosła i grupę jego zwolenników byłoby "objawem totalnego szaleństwa". "Mam nadzieję, że jest to tylko przejaw dobrze mi znanej od dziesięcioleci kampanii, według której kiedyś PC, a potem PiS miały się rozpaść po każdych wyborach" - ocenia Kaczyński.

Pytany, czy w PiS jest miejsce dla Ziobry i jego "grupy", stwierdza, że owa "grupa" jest raczej gronem kilku przyjaciół. Według dziennikarzy mają być wśród nich: Jacek Kurski, Beata Kempa, Tadeusz Cymański, Arkadiusz Mularczyk, Andrzej Dera. "Na grupę to trochę mało, ale nie ma sensu tego teraz rozważać, bo nie mam zamiaru uruchamiać żadnego działania w tej sprawie" - ucina prezes PiS. I dodaje: "Porównywanie tej sytuacji z tym, co się działo po wyborach prezydenckich w 2010 r., jest nieznajomością realiów".