Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga podała we wtorek, że podejrzewa, iż funkcjonariusze BOR mogli nie dopełnić obowiązków, przygotowując wizyty w Katyniu Donalda Tuska oraz Lecha i Marii Kaczyńskich w kwietniu 2010 r. Premier i para prezydencka mają status pokrzywdzonych w sprawie. Rzeczniczka tej prokuratury Renata Mazur powiedziała PAP, że powołano zespół biegłych, którzy mają ocenić, jaki wpływ na bezpieczeństwo obu wizyt miały działania BOR. Rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz nie chciał we wtorek komentować tych wypowiedzi. "Współpracujemy z prokuraturą i czekamy na wyniki tego śledztwa" - powiedział.

"Chcę wyrazić nadzieję, że jest jasność w tej sprawie, że chodzi nie o jakiś bliżej nieokreślonych funkcjonariuszy BOR, zwłaszcza nie o szeregowych funkcjonariuszy BOR, (...) tylko o kierownictwo BOR, o panów generałów Mariana Janickiego i Pawła Bielawnego, którzy ustawowo są zobligowani do podjęcia działań mających na celu ochronę lotniska i samolotu" - powiedział Macierewicz na konferencji prasowej w Sejmie.

"Dotyczy to także ministra spraw wewnętrznych i administracji, który jako osoba nadzorująca Biuro Ochrony Rządu, expressis verbis w ustawie o BOR jest wymieniony jako osoba, które podejmuje decyzje o zabezpieczeniu przez BOR lotniska zagranicznego jako jednego z obiektów, z którego korzysta prezydent" - dodał.

Polityk PiS zaznaczył, że prokuratura badając sprawę zaniedbań w przygotowaniu wizyty w Katyniu "nie może uciec od odpowiedzialności ministra SWiA".

Według Macierewicza podległa premierowi Donaldowi Tuskowi Kancelaria Premiera była informowana o fatalnym stanie lotniska w Smoleńsku.

Macierewicz przedstawił dokumenty, które - jego zdaniem - "jednoznacznie pokazują, że była świadomość w Kancelarii Premiera, że lotnisko nie jest bezpieczne". "Kluczowe dokumenty informujące o tym zostały dostarczone do Kancelarii Prezydenta dwa dni po tragedii" - podkreślił.

Mówił m.in. o pismach dotyczących rekonesansu na terenie lotniska, który ostatecznie nie doszedł do skutku oraz o dokumencie relacjonującym rozmowę rosyjskiego ambasadora Władimira Grynina z wiceszefem MSZ Andrzejem Kremerem, który dotarł do Kancelarii Prezydenta 12 kwietnia.


Macierewicz zapowiedział, że mniej więcej za miesiąc przedstawi ustalenia dotyczące ostatnich sekund lotu TU-154M.

Do czasu nadania depeszy PAP nie udało się skontaktować z rzeczniczką MSWiA.

W lipcu, podczas ogłaszania raportu komisji Jerzego Millera wyjaśniającej katastrofę, eksperci komisji mówili, że na lotnisku w Smoleńsku BOR nie przeprowadził rekonesansu, ale - jak zaznaczali - nie miało to wpływu na katastrofę. "Miałoby to wpływ, gdyby ten wypadek nastąpił po lądowaniu i polegał na wrogim działaniu wobec prezydenta" - wyjaśniał Miller. Z raportu wynika, że podczas obecności grupy przygotowawczej w Smoleńsku 6 kwietnia funkcjonariusze BOR, którzy mieli dokonać rekonesansu, nie zostali wpuszczeni przez ochronę obiektu.

W sierpniu podczas posiedzenia sejmowej komisji obrony, która zapoznawała się z raportem, Miller mówił z kolei, że BOR nie odpowiada za bezpieczeństwo lotów. Wyjaśniał, że jednostka BOR jest odpowiedzialna za bezpieczny przewóz prezydenta na lotnisko oraz bezpieczeństwo na pokładzie; ma też zapewnić bezpieczeństwo prezydenta od opuszczenia samolotu do miejsca podróży. Wyjaśnił, że poza krajem ustala się z gospodarzem, na której stronie ciąży odpowiedzialność za bezpieczeństwo osoby ochranianej.