Napieralski przekonuje, że zawiodła nie tyle drużyna, co przyjęta przez nią strategia. "Zawiodła formuła pokazywania nie jednego czy dwóch tematów, e prezentowały w kampanii inne partie. My chcieliśmy pokazać, że jest zaplecze, dobry program" - tłumaczy szef SLD. Dodaje, że jako "kapitan" bierze na sienie odpowiedzialność za porażkę.

Szef Sojuszu zapowiedział, że nie będzie ubiegał się o ponowny wybór na stanowisko szefa partii. Przewiduje, że wybory jego następcy odbędą się na początku roku. Jednak do tej pory nikt oficjalnie nie zgłosił swej kandydatury. Chęci startu w wyborach nie przejawia ani Leszek Miller, ani Ryszard Kalisz, ani Katarzyna Piekarska.

Napieralski komentował także zarzuty wiceszefa warszawskiego SLD Jerzego Budzyna, który publicznie zastanawiał się, co się stało z 35 milionami złotych ze sprzedaży siedziby SLD przy ulicy Rozbrat w Warszawie. "Finanse są prowadzone w sposób przejrzysty i nic nie działo się niezgodnie z prawem" - zapewnia szef SLD. I dodaje, że te zarzuty zrobiły mu wielką przykrość: "To najboleśniejszy cios, kłamliwy, nieprawdziwy i nadaje się jedynie do sądu powszechnego". 

Według informacji IAR, cytowanych przez polskieradio.pl, Budzyn w czasie sobotniej konwencji partii zostanie zawieszony w prawach jej członka.