Dziennik.plPolityka

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

Kaczyński: Komisja smoleńska pracuje obrzydliwie

2012-01-13 | Ostatnia aktualizacja: 17:57 | Komentarze: 79 | skomentuj
Kaczyński domaga się powołania nowej komisji ws. Smoleńska

Kaczyński domaga się powołania nowej komisji ws. Smoleńska Fot. FOT.FOCUS / Newspix

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ostrymi słowami podsumował dotychczasową pracę rządowej komisji badającej okoliczności katastrofy smoleńskiej, nazywając jej działalność "w wielu momentach obrzydliwą". Domaga się także powołania przez rząd nowej komisji, m.in. bez byłego szefa MSWiA, Jerzego Millera.

Pogoda

POLSKA

Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Na briefingu w Sejmie prezes PiS był pytany o doniesienia piątkowej "Rzeczpospolitej", która napisała, że według ustaleń biegłych Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, słowa, które komisja Jerzego Millera i rosyjski MAK przypisywały dowódcy sił lotniczych gen. Andrzejowi Błasikowi, w rzeczywistości wypowiadał mjr Robert Grzywna, drugi pilot tupolewa.

Całe śledztwo i towarzysząca mu kampania prasowa, to wszystko było czymś w najwyższym stopniu niemożliwym do przyjęcia, a w wielu momentach obrzydliwym - podkreślił Kaczyński. Atak na gen. Błasika, atak na mojego śp. brata, wszystkie insynuacje - to wszystko było przeraźliwie skandaliczne, obrzydliwe, odwołujące się do kultury lumpenproletariackiej. Ludzie, którzy to robili, są w istocie na poziomie lumpenproletariatu - powiedział prezes PiS.

Jak podkreślił, pozostaje nadal pytanie kto tę kampanię organizował, dlaczego ją organizowano i w czyim interesie. Zdaję sobie sprawę z tego, że tylko zmiana władzy pozwoli na to odpowiedzieć - dodał polityk PiS.

W jego ocenie, badanie katastrofy smoleńskiej trzeba rozpocząć jeszcze raz. Przypomnę, że zaczęło się od trzech podejść do lądowania, a skończyło na tym, o czym dowiedzieliśmy się w tej chwili. Po drodze były najróżniejsze, najobrzydliwsze oskarżenia, a wszystko razem okazało się kompletną nieprawdą - stwierdził Kaczyński.

Oczekuję, że z tego będą wyciągnięte wnioski i na poziomie instytucjonalnym, będziemy mieli do czynienia z nową komisją, także jeśli chodzi o śledztwo. Mówię w szczególności o wątpliwościach, jakie budzi prokuratura wojskowa, ale także jeśli chodzi o ocenę różnych ludzi, którzy występowali w mediach, którzy mają niekiedy bardzo wysoką pozycję społeczną, w pojedynczych przypadkach w pewnych dziedzinach poważne osiągnięcia, a którzy, nie mając na to żadnych dowodów, z powodu jakiś swoich politycznych resentymentów czy uwikłań, rzucali na tragicznie zmarłych różnego rodzaju haniebne oskarżenia - podkreślił prezes PiS.

Jak zaznaczył, jego partia nie proponuje nowej komisji sejmowej, ale komisję powołaną przez rząd. Nową, z nowymi ludźmi, bez pana Millera i powołaną w sposób, który by czynił ją wiarygodną, by byli tam ludzie, którzy mieli rację - powiedział Kaczyński.

Na poniedziałek wojskowa prokuratura zapowiedziała konferencję prasową w sprawie opinii krakowskich biegłych nt. czarnych skrzynek Tu-154. Nie wiadomo, czy na konferencji zostaną ujawnione pełne stenogramy rozmów z kokpitu samolotu.

Pełnomocnik bliskich gen. Błasika mec. Bartosz Kownacki powiedział PAP, że w spokoju czeka na konferencję prasową NPW. Mecenas zaznaczył, że jako jeden z pełnomocników bliskich ofiar katastrofy w śledztwie smoleńskim widział już opinię z Krakowa. Dodał, że jest bardzo obszerna i jej rzetelna analiza musi potrwać wiele godzin. Jeśli potwierdzą się medialne doniesienia, wywróci to ustalenia rosyjskiego MAK i komisji kierowanej przez Jerzego Millera - ocenił.

PAP Źródło: PAP
Wypowiedzi: 79
1 2 3 4 ... 8 starsze
  • ~Ja2012-01-17 00:56

    Prawda jest taka ze komisja zaciera ślady i wprowadz ludzi w błąd mam nadzieje ze ci ludzie za to bekna i to słono !!! Jak janosik!!!

  • ~"wielbiciel"pisiorow2012-01-16 08:35

    swieta racja,sieroto po blizniaku-niezwlocznie powolac nowa komisje-oczywiscie z antkiem na czele,a na poczatek wyplacic wam zaliczkowo po nastepne3miliony na otarcie lez,wybudowac drugi wawel z krypta dla ciebie.i oczywiscie w komisji zadnych agentow z innych partii-tylko PIS-dzielce,a odkrycie prawdy murowane.nie zapomnijcie rozpylic helowej mgly...

  • ~szemrany hrabia bk2012-01-15 16:33

    POmroczne hieny rzadza POlska !!!

  • ~brunek bul bul bul2012-01-15 16:32

    POmroczna WSIowa banda za kraty !!!

  • ~cccp2012-01-15 14:12

    Kaczyński czy mówić ,że w PRL osoby jadące na zachód to agencji ? Czy do takiego wniosuk doszedłes na podstwie rodziców ? i tak wygląda rodzina i IV RP przybłędy za Buga przysłanego do utrwalania PRL ?

  • ~j-232012-01-15 11:18

    Jarek czy jak można przeczytać w internecie w 1958 r w Anglii na szkoleniu zwerbował ojca Rajmunda TW Balbina wywiad Izraelski ? Jaki wywiad zatrudnił przy projektowaniu instalacji sanitarnej w budowanej Warszawie ambasady USA ? Czy na liście Wildsteina Jadwiga Kaczyńska TW Kalina IPN-BU-00945/548 to matka bo milczysz w tych sprawach jak w sprawie ojca ? Jaka jest sprawa rodziców gdzie teczka ojca w Rosji czy Izraelu ?

  • ~kc piSS2012-01-15 10:50

    mały kurdupel doniusł do prokuratury na Parulskiego a ON ? Według radia RMF FM, w styczniu 2006 r. prezes PiS Jarosław Kaczyński miał bezprawnie dostęp do akt afery paliwowej. B. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro uważa, że jest to "kolejny celowy przeciek z prokuratury" i tworzenie "pseudosensacji".

    Publikacja: 15 kwietnia 2008, 18:31 Aktualizacja: 15 kwietnia 2008, 19:33

    +Poleć znajomemuFacebook Blip Twitter Wykop Śledzik
    -AAA+w tym czasie Jarosław Kaczyński miał decydujący wpływ na program partii rządzącej
    Treści powiązane:
    Ziobro: miałem prawo zapoznać J. Kaczyńskiego ze śledztwem
    Komentarze
    11
    RMF FM podało dziś, że w styczniu 2006 r. prezes PiS bezprawnie otrzymał protokoły zeznań kilku świadków w sprawie mafii paliwowej od prokuratora prowadzącego jeden z wątków tego śledztwa. Według radia, do spotkania Kaczyńskiego z prokuratorem doprowadził ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

    W oświadczeniu Ziobro napisał m.in., że informacje przekazane prezesowi PiS nie były objęte klauzulą tajności i mogły być istotne dla J. Kaczyńskiego jako posła i członka Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

    Zdaniem Ziobry, sugestie autorów "o rzekomej możliwości popełnienia przestępstwa są zupełnie chybione i tworzą kolejną pseudosensację".

    Jak ustaliło RMF FM, w grudniu 2005 roku krakowscy śledczy dotarli do kilku nowych świadków, którzy opowiadali m.in. o tak zwanym parasolu ochronnym nad paliwowymi oszustami, czyli układzie służb specjalnych i polityków, chroniących nielegalny obrót paliwami w Polsce.

    Szef PiS przez kilka godzin wnikliwie studiował akta i zadawał pytania

    Pojawiać się tam miały nazwiska prominentnych polityków zarówno lewicy jak i prawicy, oraz pracowników służb specjalnych. Według reporterów radia, kiedy informacja o kilku nowych świadkach trafiła do ówczesnego ministra sprawiedliwości, ten natychmiast wezwał do Warszawy prowadzącego to śledztwo prokuratora.

    Na przełomie grudnia 2005 i w styczniu 2006 roku - informuje radio - Wojciech Miłoszewski kilka razy pojawiał się w Ministerstwie Sprawiedliwości. W czasie jednej z delegacji przyjął go Ziobro. Po kilku minutach obaj panowie wyszli z ministerstwa, wsiedli do samochodu służbowego i wraz z kompletem dokumentów - protokołami zeznań pojechali do siedziby PiS na spotkanie z szefem partii.

    Według reporterów RMF FM, prokurator z Krakowa nie wiedział gdzie wiezie go minister. Ziobro - podaje radio - przedstawił prezesowi PiS prokuratora i polecił mu zreferować sprawę. Jednocześnie J.Kaczyński dostał kilkaset stron protokołów z przesłuchań nowych świadków w aferze paliwowej.

    Krakowski prokurator - podaje radio - był kompletnie zaskoczony, zwłaszcza, że Ziobro zostawił go sam na sam z Jarosławem Kaczyńskim. Szef PiS przez kilka godzin wnikliwie studiował akta i zadawał pytania - informuje rozgłośnia.

    Według RMF FM, takie postępowanie może narażać prokuratora generalnego i tego prokuratora na zarzuty ujawniania tajemnicy śledztwa.

    "W tym czasie Jarosław Kaczyński miał decydujący wpływ na program partii rządzącej"

    W oświadczeniu Ziobro napisał, że w styczniu 2006 r. prezes PiS był członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i posłem na Sejm oraz posiadał certyfikat bezpieczeństwa dopuszczający do informacji ściśle tajnych.

    "Ponadto w tym czasie Jarosław Kaczyński miał decydujący wpływ na program partii rządzącej, również w zakresie bezpieczeństwa i walki ze zorganizowaną przestępczością" - podkreślił były szef resortu sprawiedliwości.

    Zdaniem Ziobry, informacje z postępowania przekazane J. Kaczyńskiemu "mogły być istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, a tym samym były istotne dla parlamentarzysty, członka RBN".

    Były minister zastrzega jednocześnie, że informacje, o których mowa, "nie były objęte klauzulą tajności, a co za tym idzie to Prokurator Generalny mógł decydować o udostępnieniu ich osobom trzecim".

    Według Ziobry, na podstawie ustawy o prokuraturze "Prokurator Generalny może podejmować decyzję o ujawnieniu informacji z postępowania, pomijając nawet fakt, iż w spotkaniu, o którym mówią media odbyło się w obecności prokuratora, referenta sprawy".

    "Minister Ćwiąkalski co najmniej toleruje przecieki z ABW i prokuratury"

    "W związku z powyższym sugestie autorów artykułu o rzekomej możliwości popełnienia przestępstwa są zupełnie chybione i tworzą kolejną pseudosensację" - napisał Ziobro.

    Jak dodał, "jest to kolejny celowy przeciek z prokuratury" i że "taki przeciek stanowi przestępstwo, które jest po raz kolejny lekceważone przez ministra Zbigniewa Ćwiakalskiego".

    "Minister Ćwiąkalski co najmniej toleruje przecieki z ABW i prokuratury. Pan Ćwiąkalski najwidoczniej realizuję strategię Donalda Tuska, który wobec braku realizacji jakichkolwiek obietnic z kampanii wyborczej zajmuje się tematami zastępczymi" - uważa Ziobro.

  • ~Z.Procyk2012-01-15 10:21

    Panie J.Kaczyński to co pan i pana parteigenose wyrabiacie jest naprawdę obrzydliwe.Zastanawiam się skąd u pana tyle pogardy i nienawiści do własnego brata.krzyża,narodu.Proszę niech pan odpowie na to pytanie.

  • ~?2012-01-15 10:14

    Szyfr braci

    Jeżeli już wiemy, że Lech Kaczyński najpewniej zadzwonił do brata zaraz po tym, gdy dowiedział się o mgle na smoleńskim lotnisku, i wiemy, że ich rozmowa została zarejestrowana, to przychodzi pora na spekulację: jak mogła ona wyglądać?
    Z relacji współpracowników braci Kaczyńskich wynika, że kontaktowali się oni kilka razy dziennie i że ich rozmowy były krótkie, niemal intuicyjne, rozumieli się w pół zdania. Wiemy też, że w tym duecie dominował Jarosław, on był fighterem, Lech był osobą bardziej miękką, stroniącą od podejmowania decyzji. I chętnie radzącą się brata. „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania”, jego pierwsze słowa po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich w roku 2005 są klasyczną alegorią tej sytuacji.
    Można więc przyjąć hipotezę, że gdy na pokładzie samolotu zastanawiano się, co robić, czy podjąć próbę lądowania, czy też od razu lecieć na lotnisko zapasowe, Lech Kaczyński zadzwonił do brata nie po to (albo nie tylko po to), by rozmawiać o zdrowiu mamy, lecz by zapoznać się z jego opinią, co ma robić.
    W książce poświęconej katastrofie smoleńskiej, napisanej przez dwóch reporterów, Marcina Dzierżanowskiego i Michała Krzymowskiego, czytamy, że jeszcze zanim zdecydowano o hucznej uroczystości w Katyniu, bracia Kaczyńscy bardzo się o to spierali.
    Ówcześni spin-doktorzy prezydenta, Adam Bielan i Michał Kamiński, odradzali mu wyjazd do Katynia, „bo zostanie skrytykowany przez media, że pcha się tam trzy dni po premierze”. Natomiast innego zdania był prezes PiS, który naciskał na to, by katyńska impreza była jak najbardziej „godna”, bo cała kampania wyborcza Lecha Kaczyńskiego miała się opierać na motywie pamięci i nowoczesnego patriotyzmu.
    W jednym z wywiadów jeden ze spin-doktorów mówił, że w wieczór poprzedzający wylot długo siedzieli z prezydentem, że omawiano jego nadchodzącą kampanię, której – jak dziś wiemy – msza katyńska miała być de facto inauguracją, i że słuchano jej muzycznego motywu, pieśni o Małym Rycerzu, czyli Wołodyjowskim. Ten plan, wielkie uroczystości, które „przykryją” te wcześniejsze, z udziałem Tuska, przygotowane ekipy telewizyjne, wielkie przesłanie – to wszystko miałoby runąć z powodu złej pogody?
    W takiej sytuacji naturalne jest pytanie kierowane do pilotów: a może da się spróbować? Zwłaszcza jeśli mają opinię (dziś wiemy, że niezasłużoną) najlepszych fachowców.
    Jeżeli Lech Kaczyński poinformował brata, jaka jest sytuacja, to oczywiste, że otrzymał odpowiedź. Jaką?
    Jeśli chodzi o formę, nie spodziewajmy się elaboratów. Kaczyńscy rozmawiali ze sobą krótko, półsłówkami. A jeśli chodzi o treść? Można o niej wnioskować z dalszych zapisów czarnej skrzynki.
    O 8.26, na kwadrans przed katastrofą, w kabinie pilotów melduje się dyrektor protokołu dyplomatycznego Mariusz Kazana. Słysząc, że najpewniej nie da się wylądować w Smoleńsku, mówi: „No to mamy problem”. I wraca do prezydenta. Cztery minuty później Kazana znów jest w kabinie pilotów i mówi, że „prezydent jeszcze nie podjął decyzji…”.
    Ta decyzja miała dotyczyć tego, czy Tu-154 ma lecieć na lotnisko zapasowe, czyli do Moskwy. Brak decyzji oznaczał, że kontynuowana jest wcześniej postanowiona próba wylądowania w Smoleńsku. To wyjaśnia, dlaczego później piloci nie pytali o tę decyzję, tylko rozpoczęli manewr lądowania.

  • ~Bolek2012-01-15 10:07

    Wałęsa apeluje do Kaczyńskiego: Ujawnij rozmowę telefoniczną!
    Lech Wałęsa | Jarosław Kaczyński | Lech Kaczyński | Smoleńsk | katastrofa |
    O czym rozmawiali ze sobą bracia Kaczyńscy?
    Lech Wałęsa apeluje do Jarosława Kaczyńskiego, by oddał telefon i by ujawniono rozmowy telefoniczne przeprowadzone z pokładu prezydenckiego samolotu. W wywiadzie udzielonym dziś w Radiu Gdańsk, były prezydent niedwuznacznie sugeruje kto jest winny tragedii.

    W charakterystycznym dla siebie stylu Lech Wałęsa twierdzi, że prawda "o tej rozmowie" (chodzi o rozmowę braci Kaczyńskich, o której wspominał zaraz po tragedii Jarosław Kaczyński), wyjaśni wszystko.

    Wcześniej, w wywiadzie, były prezydent, jednoznacznie stwierdza, że generał Andrzej Błasik z pewnością nie udał się do kokpitu z własnej inicjatywy. "Przecież on się na tym znał" mówi Lech Wałęsa.

    Wniosek nasuwa się sam, choć Wałęsa nie mówi tego wprost – to Lech Kaczyński odpowiada za katastrofę prezydenckiego samolotu. Jego zdaniem wskazuje na to właśnie obecność generała Błasika w kabinie pilotów.

    Moglibyśmy to traktować tak jak większość wypowiedzi Lecha Wałęsy, gdyby nie fakt, że jego argumenty mają podstawy w poszlakach wynikających ze stenogramu zapisu czarnych skrzynek jak i z awantury o "gruzińskie lądowanie". Poza tym prezydent Kaczyński niejeden raz dał dowód na to, że odmawianie mu grozi przynajmniej ciężką awanturą, szczególnie w sytuacjach ważnych z punktu widzenia jego polityki.

    Z drugiej strony, Wałęsa niejednokrotnie dał dowód na to, że braci Kaczyńskich nie znosi i skorzysta niemal z każdej okazji, by kopnąć ich w kostkę. Można być pewnym, że wpływa to na jego tok myślenia.

    Wnioski Wałęsy trzeba brać jednak, niestety, na poważnie. Podobnie jak jego apel do Jarosława Kaczyńskiego. Być może ujawnienie rozmowy telefonicznej braci Kaczyńskich przyczyni się do lepszego wyjaśnienia przyczyn tragedii.

1 2 3 4 ... 8 starsze

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «