PO ma najgorsze notowania i najmniejszą przewagę nad PiS od wygranych wyborów w 2007 r. - wynika z sondażu TNS OBOP. Gdyby wybory odbyły się na początku lutego, PO uzyskałaby 28 proc. głosów, a PiS - 26 proc. Na Ruch Palikota chciało głosować 10 proc. badanych, na SLD - 9 proc., a na PSL - 5 proc.

Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr Rafał Chwedoruk twierdzi, że spadek notowań Platformy może się utrzymać, a PiS będzie stopniowo zyskiwało poparcie. Jest to bardzo realne. Dalszy spadek notowań Platformy jest niemal nieuchronny. Realne poparcie dla PO jest trochę sztuczne. Mniejszy procent Polaków ma poglądy takie jak PO, niż na nią głosuje - ocenił w rozmowie z PAP.

Zdaniem Chwedoruka główne źródła niepowodzeń PO w sondażach są dwa: Platforma - jak ocenia - zaczęła działać wbrew poglądom wielu Polaków oraz doprowadziła w wielu dziedzinach do chaosu. Poglądy PO na bardzo wiele aspektów życia społecznego idą wbrew poglądom większości Polaków. Widać to na przykładzie reformy emerytalnej i sprawy ACTA. Drugim powodem jest chaos, a przecież Platforma przedstawiała się jako pragmatyczna, partia władzy - podkreślił.

Chwedoruk zauważył też, że w sondażach zyskują praktycznie wszystkie partie - z wyjątkiem PO. W stronę SLD przepływają wyborcy, którzy wahali się między Sojuszem a PO od 2005 roku - służba zdrowia i emerytury mogą być tutaj głównym czynnikiem sprawczym. Wzrost poparcia dla Janusza Palikota to pogłębienie tendencji, która ujawniła się już podczas wyborów parlamentarnych, kiedy młodzi wyborcy PO, rozczarowani tą partią, uciekli w stronę +młodszej Platformy+ w postaci Ruchu - ocenił.

Według Chwedoruka strategiczny sukces premiera Donalda Tuska polega na tym, że"wypracował szarą strefę między opozycją a rządem. Odchodzący wyborcy Platformy niekoniecznie będą przepływać w stronę PiS, mają bowiem możliwość zadeklarowania poparcia dla partii Janusza Palikota, która jest faktycznym sojusznikiem Donalda Tuska. Jego (Palikota) wypowiedzi w sprawie emerytur wybitnie to pokazują - mówił Chwedoruk.

Również prezes Fundacji Batorego, politolog prof. Aleksander Smolar tłumaczy spadek notowań PO zapowiedziami niepopularnych reform, które - jego zdaniem - tworzą atmosferę lęku oraz błędami popełnionymi w ostatnim czasie: podpisaniem przez rząd ACTA i zamieszaniem związanym z listą leków refundowanych.

Głównymi powodami spadku poparcia są istotne wpadki rządu: sprawa refundacji leków, problem z lekarzami oraz sprawa ACTA dotycząca młodzieży. Te dwa czynniki miały poważny wpływ na opinię publiczną. Jest też poczucie zagrożenia co do dalszych perspektyw wzmacniane przez rząd, który do wyborów hołdował propagandzie zielonej wyspy, a po wyborach nasiliły się przekazy dramatyzujące sytuację - powiedział Smolar.

Smolar przytoczył w tym kontekście m.in. zapowiedź reformy emerytalnej. Spadek notowań (Platformy) i tak musiałby nastąpić, ponieważ niepopularne, a konieczne posunięcia, żeby naprawiać finanse publiczne musiały mieć negatywny wpływ - ocenił.

Profesor zaznaczył, że raczej nie jest możliwe, by PiS wyprzedził PO w sondażach. To jest mało prawdopodobne, choć nie można tego wykluczyć. Spadek notowań PO wzmacnia inne ugrupowania przede wszystkim Ruch Palikota i częściowo SLD. Nie można wykluczyć oczywiście dalszego spadku notowań Platformy - podkreślił.

Socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Jarosław Flis uważa, że spadek notowań Platformy spowodowany jest wieloma wpadkami rządu m.in. sprawą leków refundowanych (słaba sprawność administracyjna), kwestią ACTA i sporem z internautami (problem z komunikacją społeczną). Jego zdaniem spadek popularności PO może być też pokłosiem rządowych planów podwyższenia wieku emerytalnego.

Rząd w ostatnim czasie miał wiele wpadek, trudno wymienić jakiś poważny medialny sukces rządu; ciężko, żeby w takiej sytuacji rosły notowania partii rządzącej. Jeśli media opisują błędy, kontrowersje, konflikty, to notowania partii rządzących spadają - powiedział Flis.

Socjolog zauważył też, że spadek poparcia dla PO nie przekłada się automatycznie na poparcie dla jednej partii opozycyjnej, bo część głosów przechodzi do niezdecydowanych, a tylko część na PiS i na dwie partie lewicowe. Po stronie opozycyjnej nie ma jednego lidera, który zyskałby na wpadkach Platformy, teraz wszystko zależy od umiejętności liderów opozycji, zdolności radzenia sobie z tą nową sytuacją. Na razie nie widać jednej siły, która by skonsumowała cały spadek poparcia dla PO - podkreślił.

Widać, że piłka jest w grze, wyborcy oceniają sprawność działania rządu. To dobre dla demokracji, bo jak rząd się nie stara, to mu spada poparcie, ale czy opozycja to wykorzysta i czy któraś ze stron przejmie władzę, tego na razie nie wiemy - ocenił socjolog.

Flis podkreślił też, że PO ciągle jeszcze zachowuje pozycję lidera, obrotowego w ewentualnych układach koalicyjnych, bo - jak zauważył - prawdopodobieństwo powstania rządu bez PO jest bardzo małe.

Sondaże pokazują, że przekonanie Platformy, iż nie ma z kim przegrać i cała scena polityczna jest zabetonowana jest nieprawdziwe. Polacy przyglądają się uważnie sytuacji na scenie politycznej, a za błędy się płaci - zaznaczył.