Całkowity koniec PiS, zdaniem Migalskiego, nastąpi, kiedy nastąpi też naturalne zejście Jarosława Kaczyńskiego. Czego, jak zaznacza wiceprezes PJN, prezesowi nie życzy. Stanie się tak jednak - jego zdanie ponieważ prezes jest w tej chwili jedynym spoiwem, łączącym członków partii. Po naturalnym odejściu Kaczyńskiego, wszyscy wszystkim rzucą się do gardła, nie zważając na cokolwiek. To będzie bardzo smutny obraz - stwierdza.

Jednak początek dezintegracji PiS na poziomie wyborczym Marek Migalski przewiduje już na jesień 2015 roku, co będzie związane z przegraną Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Jasnym jest, że polityk, który dziś mężnie walczy z Januszem Palikotem o miano  najbardziej znienawidzonej osoby w kraju, nie ma żadnych szans na przekonanie do siebie ponad 50% rodaków - stwierdza wiceprezes PJN.

Wcześniej jednak - zdaniem Migalskiego - PiS będzie musiało pogodzić się jeszcze z dwoma innymi porażkami: w wyborach do europarlamentu i samorządowych. Europoseł wieszczy, że podobnie dla partii Jarosława Kaczyńskiego mogą się skończyć wybory parlamentarne jesienią 2015. Choć nie wyklucza też, że PiS w głosowaniu tym triumfuje. Ale za wykluczone i niemożliwe uważam sformowanie przez Kaczyńskiego rządu. Bo nie wystarczy wygrać wyborów, trzeba jeszcze umieć znaleźć koalicjanta, by sformować większościowy gabinet, a na to z Kaczyńskim w polskiej polityce nikt nie ma ochoty - argumentuje. Przekonuje, że ewentualni polityczni partnerzy boją się niesłowności, fanatyzmu, cynizmu, bezwzględności Jarosława Kaczyńskiego, a także braku skrupułów w traktowaniu swoich sojuszników.

Jednak doświadczenie przegranych wyborów prezydenckich okaże się tu - zdaniem Migalskiego - decydujące. Bo po raz „enty” okaże się, że ów wybitny strateg i geniusz zostanie ograny przez jakiegoś „głupkowatego Komoruskiego” lub „ciamciaramciowatego Tuska”, co boleć będzie jeszcze bardziej - pisze Migalski na blogu.