Jeśli ktoś tego nie zrobi teraz, to będziemy brnęli w katastrofę m.in. finansową, rynku pracy (...); życie na emeryturze przez 30 lat za 800 zł miesięcznie to jest katastrofa. Jeśli my jeszcze bardziej spowodujemy, że ludzie będą pracowali relatywnie krócej i za mizerną emeryturę mieliby długo, długo żyć, to jest nierealne. My nie możemy zgotować ludziom takiego losu za 30 lat - przekonywał Donald Tusk na spotkaniu w Sejmie z przedstawicielkami związków zawodowych, m.in. OPZZ i Solidarności.

Reprezentantki pracownic krytycznie odniosły się do planów rządu. Proszę powiedzieć mi, która kobieta w wieku 67 lat będzie w stanie pracować na kasie, gdzie przerzuca kilka ton, gdzie ma narzucone tempo skanowania, gdzie ma ograniczyć czas pusty, gdzie ma narzucone wiele innych obowiązków - pytała wiceprzewodnicząca Polskiej Partii Pracy oraz WZZ Sierpień'80 Elżbieta Fornalczyk. Zaznaczyła, że sama pracuje w hipermarkecie jako kasjerka i nie wyobraża sobie pracy na tym stanowisku tak długo.

Kobiety podkreślały, że wiele z nich oprócz często ciężkiej, fizycznej pracy ma liczne obowiązki związane z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Przekonywały, że nie będą w stanie pracować tak długo, jak proponuje rząd.

Ich zdaniem alternatywą dla planów rządowych jest, zgłoszona przez OPZZ, propozycja wprowadzenia zmian w ustawie o emeryturach i rentach umożliwiająca przejście na emeryturę - bez względu na wiek - po udokumentowaniu 35 lat składkowych przez kobiety oraz 40 lat składkowych przez mężczyzn.

Jesteśmy otwarci na dyskusję na temat formuły stażowej, pod jednym warunkiem - że nie będzie ona totalnie oznaczała obniżenia wieku emerytalnego - powiedział Tusk. Jak tłumaczył, formuła ta musiałaby mieć neutralny charakter co do samej operacji podwyższenia wieku emerytalnego. Podkreślił, że rząd myśli o tym, jak mogłoby wyglądać takie rozwiązanie fakultatywne, by ono faktycznie nie obniżyło wieku emerytalnego.

Jak mówił, rząd będzie się zastanawiał nad sytuacją kobiet pracujących fizycznie, które osiągają pewien wiek, w którym właściwie nie są w stanie już wytrzymać w tej pracy, a są wystarczająco zdrowe, by nie uzyskać renty. Według niego to grupa szczególnie narażona na skutki tej reformy wydłużenia wieku emerytalnego.

Tusk ocenił, że konieczne jest precyzyjne wyodrębnienie tych grup, których przedstawiciele naprawdę nie mogą pracować dłużej ze względu na zły stan zdrowia. Jak zaznaczył, chodzi tu głównie o pracowników fizycznych z niskim wykształceniem, które utrudnia lub uniemożliwia przekwalifikowanie się. O tę grupę powinniśmy starać się skutecznie zadbać - podkreślił premier. Zaznaczył jednocześnie, że przywileje w tym zakresie nie mogą być powszechne, bo wtedy wiele osób będzie chciało pobierać emeryturę i równocześnie pracować zawodowo.

Nawiązując do argumentów o trudnościach związanych z łączeniem pracy i obowiązków domowych szef rządu mówił: w czasie tych konsultacji będziemy szukali sposobu na być może jakąś pomoc dla kobiet, które mają większe ciężary z tytułu macierzyństwa. Zaznaczył, że chodzi o wypracowanie rozwiązania, które nie będzie jeszcze bardziej utrwalać nierówności, jeśli chodzi o podział obowiązków rodzicielskich między matką a ojcem. Jak dodał, rząd stara się przy okazji reformy emerytalnej znaleźć rozwiązania, które jeszcze bardziej nie przywiążą kobiety do kołyski.

Premier zadeklarował też, że jego gabinet podejmie działania, aby jeszcze zanim pojawią się pierwsze odczuwalne efekty reformy emerytalnej, w Polsce istniał powszechny i "względnie tani" dostęp do przedszkoli, a w trochę bardziej odległej perspektywie także do żłobków. Zobowiązałem moich ministrów, żeby w lipcu 2012, czyli za pół roku, kiedy będziemy kończyli prace nad budżetem na 2013 rok, już były pieniądze na formę subwencji lub dotacji na usługi przedszkolne - stwierdził.

Jak podkreślił szef rządu, chodzi o to, by pieniądze te samorządy wykorzystały na obniżenie i wystandaryzowanie opłat za przedszkola.