Bez Jarosława Kaczyńskiego PiS nie przetrwa, ale z nim nie wygra - twierdzi Marek Migalski na blogu w salon24.pl.

Jego zdaniem Donald Tusk nie ma lepszego sojusznika, nad prezesa. Wczoraj obchodziliśmy „studniówkę” gabinetu Donalda Tuska i wystarczyło tylko dać spokojnie mediom pogrillować premiera - twierdzi Migalski.

Jak pisze - Tusk jest w wyraźnej defensywie i musi tłumaczyć się za „sukcesy” minister Muchy, czy ministrów Arłukowicza i Nowaka. Migalski uważa, że prezes PiS powinien w takiej sytuacji bez jadu punktować rząd, proponować jasną i spokojną alternatywę i pokazywać młodych, zdolnych ludzi z PiS, którzy merytorycznie uderzaliby w słabe punkty obecnego gabinetu.

Ale jednak prezes postanowił przypieprzyć z grubej rury – mówił coś o Gomułce, o Gierku, o Niemcach. Odsunięcie PO od władzy uznał za elementarny warunek istnienia Polski. No i wystarczyło – na jego tle premier zaczął się nagle jawić jako, może nie geniusz, ale przynajmniej człowiek o zdrowych zmysłach, jako nieudacznik (ale obliczalny), jak fajtłapa (ale normalny)  -zauważa Migalski.

Jego zdaniem to pozwoliło na skierowanie świateł dziennikarskich kamer na PiS i kolejne dywagacje o tym, w jakiej formie jest Kaczyński.

Nie może zatem dziwić, że premier zupełnie szczerze wyznał, że brakowało mu przez ostatnie dni Kaczyńskiego. Bo zaiste – nikt inny nie mógł go wyratować, choć na krótki czas, od dalszego młotkowania. Bez prezesa już dawno byłby politycznym trupem - czytamy na blogu Migalskiego.