Najpierw posłanka Ruchu Palikota pochwaliła Joannę Muchę za śmiałość językową.

Podziwiam odwagę pani ministry Muchy, to że potrafiła określić się jako "pani ministra" - stwierdziła Anna Grodzka w Polskim Radiu. - Język kształtuje rzeczywistość, a rzeczywistość kształtuje język. Poszukiwanie równości kobiet i mężczyzn wymusza poszukiwanie języka, który to wyrazi. Jestem za tymi poszukiwaniami - dodała.

Krystyna Pawłowicz z PiS widzi jednak tę sprawę kompletnie inaczej.

Konstytucja nigdzie nie używa takich określeń. Premier, prezydent, poseł to nazwy urzędów, które sprawuje się niezależnie od płci - wyliczała posłanka Prawa i Sprawiedliwości. - Używanie innych określeń jest sprzeczne z konstytucją, do kobiety-marszałka Sejmu trzeba mówić "pani marszałek". Używanie innych form jest dowolnością, nie ma nic takiego jak "ministra" - przekonywała.

Posłanka Ruchu Palikota szybko zareagowała na te słowa. Ojejku, złamała konstytucję. Trzeba ją postawić przed Trybunałem Stanu - zażartowała Anna Grodzka.