Michał Kamiński w rozmowie z "Polską The Times" powołuje się na "sprawdzone informacje". Twierdzi, że partii trwa wielka wojna. I dlatego prezes Kaczyński nie wycofał się ze swojej decyzji o wycofaniu się z wyborów prezydenckich - wyjaśnia. 

Polityk związany z PJN twierdzi, że kluczowe znaczenie miał mieć wywiad, jakiego Jarosław Kaczyński udzielił w Telewizji Trwam. Wedle planów miał w nim zadeklarować, że jednak wystartuje w wyborach prezydenckich. Te słowa jednak nie padły.

Część współpracowników Kaczyńskiego przedstawiła mu taką tezę: otóż, ci politycy, którzy dzisiaj głośno namawiają Kaczyńskiego do startu w wyborach prezydenckich, czynią to po to, aby go spalić przed wyborami parlamentarnymi. Do Jarosława Kaczyńskiego dotarła taka plotka od bardzo wiarygodnych współpracowników z sugestią, że to scenariusz na pozbawienie go władzy - tłumaczy Kamiński. 

Według niego w PiS jest grupa "dość inteligentnych polityków", którzy chcą wysadzić Jarosława Kaczyńskiego z siodła. Chodzi o to, by wystartował w wyborach prezydenckich, i by jego wynik był nie dość że słaby, to jeszcze zbliżony do tego, co wypracuje Zbigniew Ziobro. Taka sytuacja - według Kamińskiego - dałaby owym inteligentnym politykom do ręki argument przeciwko pozostawieniu partii w rękach Kaczyńskiego. 

Czy dobrym kandydatem na prezydenta mogłaby być dla PiS Zyta Gilowska? Tak, bo nawet jeśli przegra, nie obciąża Jarosława Kaczyńskiego, a jeśli zrobi dobry wynik, to i tak będzie plus na koncie prezesa - odpowiada Kamiński.