Janusz Palikot przyznaje w rozmowie z "Newsweekiem", że współpraca z Aleksandrem Kwaśniewskim wiele dała jego partii. Dlatego chciałby ją kontynuować. Gdybym dostał od Kwaśniewskiego ofertę: pan będzie kandydował na prezydenta, ja na premiera, robimy wspólną listę i wchodzimy do gry, tobym to zaakceptował - deklaruje Palikot

Jednak były prezydent najwyraźniej nie pali się do takiej współpracy. Zdaniem szefa Ruchu Palikota, chodzi o obawę o utratę majestatu. Jest jeszcze jedno. Zapieprzamy, ja od lat 90. tak ciężko nie pracowałem, jak przez ostatni rok - wyznaje Palikot. Choć dodaje, że wciąż będzie zabiegał o wsparcie Kwaśniewskiego.

Palikot mówi też o politycznych planach na najbliższy czas i o swej nieobecności w gorącym czasie koalicyjnych przepychanek w sprawie reformy wieku emerytalnego. Ocenia, że wcale nie był to specjalnie kluczowy czas. Wiem od dwóch miesięcy, że Waldemar Pawlak z Donaldem Tuskiem są dogadani. To, co my obserwujemy, jest tylko teatrem dla opinii publicznej. Pawlak chce pokazać, że jest twardy - przekonuje polityk. 

Z drugiej jednak strony deklaruje, że po przyjęciu ustawy wydłużającej wiek emerytalny, postawi kropkę nad i. Mamy w tej chwili dziesięciu ludzi z Platformy, którzy chcą przejść. Nie bierzemy ich, bo mielibyśmy kompletną awanturę polityczną - stwierdza i dodaje, że w takiej sytuacji skończyłoby się na przyspieszonych wyborach parlamentarnych. 

Tymczasem, jak mówi, jego zadaniem jest nie pozwolić premierowi zginąć zbyt łatwo. A grają o to - według niego - i Waldemar Pawlak, i Bronisław Komorowski, i Grzegorz Schetyna, i Jarosław Kaczyński. Jak go rytualnie zamordujemy, zostanie pokrojony i ugotowany, to gra się będzie toczyć o to, kto będzie beneficjentem i kto będzie uznany przez opinię publiczną za następcę Tuska - wyjaśnia Palikot. 

Rozwiewa też wątpliwości wokół jego rzekomego porozumienia z Grzegorzem Schetyną. Jego zdaniem, były marszałek Sejmu chce stworzyć wrażenie, że działa z nim w porozumieniu, by polepszyć swą pozycję w oczach Donalda Tuska. Tymczasem Palikot zapewnia, że o żadnej współpracy nie ma mowy.