- Byłam najdalej wysuniętym w stronę centrum przyczółkiem partii Kaczyńskiego. Teraz jestem w głównym nurcie PO i to pierwsza sytuacja w moim politycznym żywocie, kiedy rozglądam się dookoła i moimi sąsiedzi z ław podzielają moje poglądy - mówi w wywiadzie dla Onet.pl Kluzik-Rostkowska.

Posłanka po raz kolejny tłumaczy się z pracy w sztabie wyborczym Jarosława Kaczyńskiego i rozstania z PiS.

- Wierzyłam, że to czas zakopania rowów. Kiedy Kaczyński zmienił po kampanii retorykę osłupiałam na równi z częścią jego wyborców - mówi Kluzik-Rostkowska.

Posłanka PO nie ukrywa, że kandydatowi PiS na premiera, Piotrowi Glińskiemu, sukcesu w polityce nie wróży.

- Profesor wydaje się mieć sporo czasu na debaty, negocjacje i formułowanie "pararządu" co jest najlepszym dowodem na to, że do żadnego przejęcia władzy się nie szykuje.

Kluzik-Rostkowska skomentowała też aferę wokół szefa SDP, Krzysztofa Skowrońskiego.

- Problem pojawił się kiedy Krzysztof Skowroński poprowadził prezentację parapremiera. Byłam dziennikarką przez 15. lat i wiem na czym polega niezależność dziennikarska. Uważam, że Skowroński tym drugim występem usiadł okrakiem na barykadzie, której dziennikarz nie powinien przekraczać. (...)Proszę sobie wyobrazić, że Tomasz Lis zostaje "przyłapany" w podobnej sytuacji. Zostałby zabity.

Na pytanie czy jest za postawieniem Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro przed Trybunał Stanu, Kluzik-Rostkowska odpowiada:

- Jestem członkiem klubu parlamentarnego PO, nie należę do partii. Uważam, że jeśli wcześniej nie wykorzystywano tak potężnego instrumentu jakim jest Trybunał Stanu by rozliczyć choćby autorów stanu wojennego, to nie powinno się stawiać przed nim Jarosława Kaczyńskiego. Mam do Kaczyńskiego pretensję, że wprowadził do polskiej polityki wiele złych emocji, ale to daleko za mało żeby uznać że zawinił bardziej niż Jaruzelski czy Kiszczak.