Premier przypomina boksera, który dostał serię ciosów, zatacza się i marzy już tylko o jednym: dotrwać do przerwy. Tusk był ostatnio parę razy liczony. Po aferze z taśmami PSL-u udawał, że ten cios go nie trafił. Amber Gold to już był nokdaun, sprawa Tuska juniora to kolejne liczenie, konflikty w PO – cios w szczękę, przegrane becikowe – prawy prosty, zdjęcia partyjnych kolesiów usłużnie ciągnących samolot OLT – cios w głowę, sędzia kumpel na telefon – znów pada - pisze w "Gazecie Polskiej Codziennie" eurodeputowany PiS, Ryszard Czarnecki. Wymienia potem kolejne serie ciosów, które uderzyły premiera: Słania się, modli o koniec rundy, a tu bach – debata ekonomiczna, bach – największa demonstracja od ćwierć wieku, bach – ma kontrkandydata na premiera. I jeszcze seria paru prostych – zdjęcia z meczu, ekshumacje i przypomnienie starych kłamstw, koalicjant ośmiesza go w mediach. Spójrzcie mu w oczy – widzicie ten strach?

Czarnecki pisze, że w poprzednich wygranych Tuska pomagali mu  sędzia w salonie, przepraszam, ringu oraz sędziowie w mediach, sorry, punktowi, a do tego faulował. Teraz jednak sytuacja, zdaniem polityka opozycji się zmieniła. Czuje, że publiczność jest przeciw niemu, a przeciwnik bije mocno. I wie, że nawet jego niektórzy sekundanci chcą, by przegrał... Wielki Feliks Stamm uczył naszych mistrzów: bijcie w korpus – głowa sama opadnie. Głowa Tuska jest coraz niżej. Ale to jeszcze nie koniec walki - dodaje.