Piotr Duda przyznaje, że sondażowy spadek poparcia dla PO go cieszy. Podkreśla jednak, że ostatnie sukcesy PiS nie byłyby tak spektakularne, gdyby nie związkowcy. Chcę z tego miejsca powiedzieć, żeby PiS nie zapominał, że to nie jest tylko ich zasługa. Te parę punktów wyżej to jest także zasługa związku zawodowego Solidarność. Bez Solidarności PiS nie zrobi nic - mówi. 

Podkreśla, że udział Solidarności w ma"Obudź się, Polsko" nie był prostym wsparciem dla PiS, a uderzeniem w rząd PO-PSL. To był marsz w sprawie obrony telewizji Trwam i postulatów Solidarności. Dla mnie, dla przewodniczącego i wszystkich członków Solidarności, którzy tam byli. A że PiS mówi, że to była ich demonstracja... No przepraszam, gdyby nie członkowie Solidarności i sympatycy Radia Maryja, telewizji Trwam, no ta PiS-owska demonstracja i Solidarnej Polski nie wyglądałaby tak okazale, jak to faktycznie było - stwierdza. 

Piotr Duda zapewnia, że nie żałuje swojej decyzji o wzięciu udziału w manifestacji, nawet za cenę posądzenia o upolitycznianie związku. Tłumaczy, że Solidarność musi wejść w inne konfiguracje, ponieważ rząd nie chce rozmawiać o rzeczywistych problemach. 

Podkreśla też, że - jak to określa - marketingowa gra PiS wokół marszu "Obudź się, Polsko" wcale go nie dziwi i jest dla niego zrozumiała. Ale upomina również partię Jarosława Kaczyńskiego, by pamiętała o wsparciu, które dostała. Samych członków Solidarności jest prawie 700 tys. Wszystkie partie razem, nawet gdyby się zebrały i to opozycyjne, koalicyjne nie mają tyle członków, co ma Solidarność. Przepraszam bardzo, niech oni też zejdą na ziemie. Niech wiedzą jedno: że bez Solidarności nie zrobią nic, zaznaczam - dodaje. 

Jednocześnie krytykuje pomysł wysunięcia przez PiS kandydata na premiera przed uzgodnieniami z innymi partiami opozycyjnymi. Nie znam pana profesora, nie znam jego kompetencji. Osobiście się z nim nie spotkałem. Tylko uważam, że to nie tędy droga. Najpierw trzeba rozmawiać z partiami opozycyjnymi dotyczących właśnie tych spraw, że jeżeli będą oni w ogóle chętni dać wotum nieufności rządowi Tuska, dopiero później przedstawiać kandydata na premiera - podsumowuje Duda.