Zdaniem "GW" część konserwatywnych posłów PO potraktowała głosowanie nad projektem aborcyjnym jako swoiste wotum nieufności wobec szefa klubu Rafała Grupińskiego.

PO w sprawach światopoglądowych nie stosuje dyscypliny, ale w instrukcji od Grupińskiego wyraźnie zaznaczono, że oba projekty - liberalny Ruchu Palikota i zaostrzający przepisy aborcyjne autorstwa Solidarnej Polski - mają zostać odrzucone.

Nie było w tej sprawie SMS-ów, a na kartach do głosowania było napisane, że w głosowaniu 15 i 16 nie obowiązuje dyscyplina obecności i głosowania, co znaczy, że można zagłosować, jak się chce, albo wcale. Dlatego było tak duże rozproszenie - mówi jeden z posłów.

Część polityków przyznaje, że głosowanie wykorzystała, by zaszkodzić Grupińskiemu

To był wyraz naszej frustracji i sygnał, że klub nie działa, jak powinien. My chcemy dialogu, a nie traktowania nas jak ciemniaków - mówi  jeden z polityków. I dodaje, że szef klubu PO zamiast z prezydium klubu najważniejsze sprawy konsultuje z Grzegorzem Schetyną.