Roman Giertych poczuł się urażony słowami, jakie padły pod jego adresem w programie telewizji Trwam. Miał zostać przedstawiony jako zwolennik in vitro, wytykano mu, że łagodzi swój ostry do tej pory stosunek do homoseksualistów i rezygnuje z rozszerzenia ochrony życia dzieci poczętych.

Na to były wicepremier w rządzie PiS-LPR-Samoobrony zareagował zdecydowanie i upublicznił list, jaki napisał do prowincjała redemptorystów Janusza Soka. Zażądał w nim sprostowania i przeprosin od dyrektora Radia Maryja i TV Trwam.

Ale ciekawsze informacje Roman Giertych zawarł w dalszej części listu.

Jak napisał, w 2006 roku Ojciec dyrektor prowadził (...) z kierownictwem PiS negocjacje w sprawie wielomilionowych kontraktów rządowych na inwestycje geotermalne. Przypomniał też, że w 2007 roku LPR zaproponował wprowadzenie konstytucyjnej ochrony życia od poczęcia do śmierci. Jarosław Kaczyński sprzeciwił się wówczas tej inicjatywie, a ojciec Rydzyk de facto nie uczynił nic, by wymóc na PiS pozytywne głosowanie, gdyż prowadził w tym samym czasie inne negocjacje nad kolejnymi dotacjami rządowymi na swoje inwestycje. - stwierdził były wicepremier i szef Ligi Polskich Rodzin.

Mieliśmy propozycję ustawy w zamian za łapówkę. Tu w zamian za dotację do wód geotermalnych mieliśmy wycofanie się z projektu nowelizacji ustawy ze strony Radia Maryja - skomentował te doniesienia cytowany przez tvn24.pl wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski. Jego zdaniem sprawa ta przypomina aferę Rywina.

Przychodzi oligarcha i mówi: Jak dacie mi pieniądze, to w zamian za to nie będę popierał tego niewygodnego dla was projektu ustawy - ocenił Niesiołowski.