Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota powiedział, że ustawa przerzuca koszta zmian w gospodarce odpadami na mieszkańców. Nie jest też dopracowana w szczegółach. Poseł podkreślił, że władze Warszawy nie potrafiły zapewnić wprowadzenia jej w życie, gdyż źle rozpisały przetarg na wywóz śmieci. Zdaniem Rozenka, przetarg był rozpisany tak, aby wygrała spółka komunalna - Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania.

Ustawa wejdzie w Warszawie w życie nie 1 lipca, ale pierwszego stycznia przyszłego roku. Rozenek przypomniał, że jej wprowadzenie jest wymogiem prawa unijnego.

Zdaniem eurodeputowanego Polskiego Stronnictwa Ludowego, Jarosława Kalinowskiego, gminy skarżą się, że ustawa nakłada na nie wiele dodatkowych obowiązków. Kalinowski powiedział jednak, że jej podstawowy cel, jakim jest zapobieżenie "dzikiemu" wyrzucaniu śmieci, zostanie osiągnięty, choć za cenę wielu komplikacji. Przyznał, że gminy będą musiały więcej wydać.

Joachim Brudziński z Prawa i Sprawiedliwości powiedział, że rząd zrzucił na samorządy odpowiedzialność za zmiany. Doprowadzi to, jego zdaniem, do dramatycznych podwyżek opłat za wywożenie śmieci. Poseł przypomniał, że PiS było jedyną partią, głosującą w Sejmie przeciwko ustawie.

Andrzej Halicki z Platformy Obywatelskiej podkreślił, że ustawa jest konieczna, aby uporządkować sprawę gospodarki odpadami. Nie może być tak, że są ludzie, którzy w ogóle nie płacą za wywóz śmieci - powiedział poseł.

Nie może być tak, że z kolei inni wyrzucają bezkarnie do lasów. Jedna trzecia śmieci, a może nawet więcej, jest w ogóle poza systemem - stwierdził poseł. Dodał, że niektóre gminy, na przykład podwarszawska Lesznowola, zdołały przygotować się do wejścia ustawy w życie i opłaty za wywóz śmieci będą tam niższe.

Halicki przyznał, że w Warszawie zabrakło informacji dla obywateli, a przetarg na zagospodarowanie odpadów został rozpisany za późno. Wyraził jednak przekonanie, że prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz poradzi sobie z powstałą sytuacją.

Zdaniem Henryka Wujca z Kancelarii Prezydenta, problem z ustawą śmieciową pokazuje, że w Polsce brakuje mechanizmów konsultacji społecznych. Nie potrafimy takiej ustawy dobrze przygotować - powiedział doradca prezydenta dodając, że w państwach o dłuższej tradycji demokratycznej istnieją ustalone mechanizmy konsultacji.

W Polsce odbywają się one chaotycznie i trzeba się dopiero nauczyć właściwego sposobu ich prowadzenia. Prezydencki doradca dodał, że w pracach nad ustawą, w których konsultacje były szczególnie potrzebne, nie wykorzystano doświadczeń samorządów.

Ludwik Dorn z Solidarnej Polski powiedział, że cała sprawa dowodzi słabości władzy publicznej. Instytucje rządowe i samorządowe zmarnowały bowiem co najmniej rok, w którym można było się przygotować do wprowadzenia ustawy w życie. Zdaniem Dorna nastawienie, polegające na lekceważeniu i okładaniu rozwiązania problemów, przejawia się także w wielu innych sprawach. Poseł dodał, że rząd zawalił sprawę, która ma duże znaczenie dla modernizacji kraju. Jego zdaniem, przez najbliższe pół roku czeka nas bałagan w gospodarce odpadami.

Eurodeputowany Sojuszu Lewicy Demokratycznej Wojciech Olejniczak podkreślił, że nikt nie koordynował prac nad ustawą. Wyraził jednak nadzieję, że mimo to przyniesie ona pozytywne efekty - segregowanie śmieci będzie dobrze działać i za kilka lat będziemy zadowoleni z likwidacji "dzikich" wysypisk i odzyskiwania cennych surowców.

Potrzeba i trochę determinacji, i współpracy, nie rzucania kłód pod nogi - powiedział Wojciech Olejniczak. Przyznał jednak, że w pierwszych latach obowiązywania ustawy mieszkańcy będą płacić za śmieci więcej, niż dotychczas.

Ustawa śmieciowa nakłada na gminy obowiązek całkowitego przejęcia obowiązków związanych z odbiorem, transportem, odzyskiem i unieszkodliwianiem odpadów komunalnych. Ustawa wchodzi w życie 1 lipca.