Wipler chce zmian w rządzie w związku z zapowiadanym wzrostem deficytu i cięciami budżetowymi.

W pierwszej kolejności domaga się jednak, żeby rząd wskazał, gdzie mają być przeprowadzone cięcia, które dać mają 8 mld zło. - Jesteśmy przekonani, że nie będzie żadnych oszczędności. Będzie tylko grabież naszych środków emerytalnych zgromadzonych w OFE i zwiększenie długu publicznego - przekonywał Przemysław Wipler na konferencji prasowej.

W jego ocenie minister finansów i cały rząd zachowują się w sposób, który można porównywać tylko z najbardziej drastycznymi działaniami.

- Zachowują się jak zaszyty alkoholik, który postanowił sobie wydrapać wszywkę, jak elektryk, który postanowił zamiast dbać o jakość obwodu, wymontować bezpiecznik. Zachowują się jak kierowca samochodu, który miał dwa hamulce i jeden z nich postanowił wyrwać. Takie będą właśnie skutki umożliwienia rządowi dalszego zadłużania się - przekonywał.

Podkreśli, że kryzys to efekt sześciu lat polityki fiskalnej Jacka Rostowskiego, a nie samego kryzysu.

W związku z tym postuluje opracowanie wspólnego wniosku - wraz z posłami opozycji - o wotum nieufności dla ministra finansów.

- Ten "lewy księgowy Donalda Tuska" powinien przestać pracować, ponieważ to jest niemożliwe, żeby z dnia na dzień być zaskoczonym i odkryć, że brakuje 24 mld złotych w budżecie państwa. Te 24 mld zł to sześciokrotny budżet ZUS - uzasadniał. 

O ewentualnym wniosku o odwołanie ministra finansów mówi także Solidarna Polska. Do jego złożenia wymagane jest 69 podpisów.