Jak mówi inicjator akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum ws. odwołania urzędującej prezydent Warszawy, kilka osób związanych z Platformą Obywatelską i jej otoczeniem ostrzegało go, że może się on spodziewać szukania na niego haków. - Nie było to straszenie, ale przekaz był jednoznaczny: wycofaj się, bo stracisz na tym osobiście - powiedział Piotr Guział w rozmowie z tvp.info.

Jak mówił, nie było jednej osoby, która przyszła do niego z przesłaniem, ale temat "wyciągania kwitów" pojawiał się w rozmowach prywatnych, prowadzonych w bardzo miłej atmosferze. - Było kilka osób związanych z PO i jej otoczeniem, które sugerowały mi, po co mi to wszystko, że będą szukać i grzebać. Mówili: "masz żonę, będzie to potem czytać" - opowiada samorządowiec.

Jak mówił, dostaje sygnały od znajomych, że są przepytywani o szczegóły z jego przeszłości. Czy ma się czego obawiać? -Zapraszałem i byłem zapraszany, a ponieważ to jest teraz badane, to spodziewam się najgorszego, bo na podstawie jakiekolwiek informacji można stworzyć dowolną historię. Polityka najłatwiej uwikłać w sprawy obyczajowe. O tyle mnie to nie przeraża, że dużo mi jeszcze brakuje do zabawowego stylu życia Donalda Tuska sprzed czasu, kiedy został premierem - mówił Guział.

Sam Guział, pytany o to, kto może stać za takimi ostrzeżeniami, przyznaje, że nie wie, ale wątpi, by był to premier czy ktoś z rządu. - Moi koledzy niegdyś pracujący w ABW mówią, że to raczej samowolka na poziomie lokalnym. Ktoś albo boi się utraty wpływów, albo chce się przypodobać swoim politycznym przełożonym - wskazywał burmistrz Ursynowa.

Podkreślił przy tym, że ostrzeżenia odniosły odwrotny skutek. - W tym momencie zawziąłem się i postanowiłem zebrać tych podpisów ponad 200 tysięcy. Hanna Gronkiewicz-Waltz musi być odwołana, a cała grupa towarzyska i hakowa, która wokół niej powstała, musi zostać wymieciona - przekonywał.