- Chcemy, żeby ważne święta państwowe były obchodzone z należytym szacunkiem i powagą - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Mariusz Kamiński. Wiceszef PiS argumentuje, że nie można pozwalać na sytuację, w której grupa nieodpowiedzialnych osób dąży jedynie do konfrontacji z policją, uniemożliwiając innym godne manifestowania przywiązania do tradycji niepodległościowej.

Wiceszef PiS wyjaśnia, że chodzi o uniknięcie sytuacji sprzed roku i sprzed dwóch lat, kiedy to dochodziło do starć z policją, a w 2011 roku spalony został wóz telewizji TVN, a mundurowi użyli armatek wodnych.

- Po ostatnim 11 listopada posłowie z komisji spraw wewnętrznych mieli okazję oglądać materiały policyjne, z których wyraźnie wynikało, że przyszli tam ludzie, których jedynym celem było wywoływanie burd - mówił w radiowej "Trójce" Jacek Sasin. 

Postawy PiS nie rozumie Krzysztof Bosak z Ruchu Narodowego, które współorganizowało do tej pory obywatelskie obchody Święta Niepodległości. Jego zdaniem taki ruch byłby wejściem w buty Bronisława Komorowskiego, który rok temu zorganizował własny marsz. Odpiera również zarzuty dotyczące przebiegu obchodów. - W ubiegłym roku nie było żadnych zastrzeżeń do organizatorów marszu ze strony miejskiego biura zarządzania kryzysowego. To policja popełniła szereg błędów i nadużyć i w tej sprawie po naszym doniesieniu toczy się śledztwo - wyjaśnia Bosak. 

Pojawiają się głosy, że Ruch Narodowy mógłby być konkurencją dla Prawa i Sprawiedliwości. Mariusz Kamiński bagatelizuje jednak te sugestie. - Według naszych badań RN ma poparcie w granicach 1 proc. - mówi.