Po tym jak do ratusza wpłynęło ponad dwieście trzydzieści tysięcy podpisów w sprawie referendum o jej odwołanie prezydent niemal codziennie urządza konferencje prasowe. Ćwiczyła już na siłowni pod chmurką, pojawia się z gospodarskimi wizytami na osiedlach.

Politolog Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego mówi, że ostatnie działania prezydent mogą nie odnieść zakładanego skutku. - To jest próba nadrobienia zaległości komunikacyjnych z ostatnich lat. I to nadrobienia ich w szybkim tempie, co może się źle skończyć. Opinia publiczna nie reaguje tak szybko jak by politycy tego chcieli - mówi politolog.

Doktora Andrzeja Anusza z Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego nie dziwią obawy prezydent stolicy. Jak mówi, referendum w Warszawie będzie bardzo prestiżowym starciem. - W momencie porażki w stolicy, czyli - jeśli mieszkańcy odwołają prezydent, która jest przecież wiceprzewodniczącym Platformy Obywatelskiej, byłoby to to bardzo duży cios wizerunkowy dla PO. Szczególnie przed cyklem zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego, potem samorządowych i parlamentarnych - ocenia politolog.

Na razie nie ma jeszcze terminu referendum w stolicy, ale to, że się odbędzie jest niemal przesądzone. Trwa przeliczanie i weryfikacja zebranych podpisów.