Barbara Sowa: Zorganizowanie partyjnych wyborów w wakacje to był dobry zabieg Donalda Tuska?

dr Wojciech Jabłoński: Tak, dzięki temu frekwencja była niska, a kontrkandydat premiera miał mniej czasu na przygotowanie kampanii. Gowin musiał błyskawicznie zebrać siły, cały czas pocił się, jeździł, przekonywał. Szkoda tylko, że sam w swoje zwycięstwo nie wierzył.

Ale za to miał kilka tygodni medialnego “lansu”. Może więc nie przegrywa na całej linii?

Z tej kampanii Jarosław Gowin nie wychodzi nawet jako osoba medialnie wygrana. Poświęcił wiele energii i czasu na zdobycie publicity, które już miał, bo przecież były minister był postacią dobrze znaną w mediach. Wystarczyło, że coś wspomniał o zarodkach i już zaczynało się robić ciekawie.

Trzeba byłoby zapytać, jakie główne hasło przekazał w tej kampanii? Poza hasłem odnowy PO - to trudno się innego przekazu doszukać. To, co w trakcie kampanii działa na ogólnym polu propagandowym, trudno przełożyć na konkrety. Nawet na polu komunikacyjnym nie można więc mówić o sukcesie Gowina.

Trudno tez mówić o sukcesie Tuska....

Dla Tuska to pyrrusowe zwycięstwo. On będzie miał partię, ale postrzeganą jako słabą, nie tylko w sondażach ale i wewnętrznie. Formuła powszechnych wyborów w PO była niepotrzebna. To, co Tusk chciał osiągnąć, czyli efekt pseudo-debaty wewnątrz partii, znakomicie sprawdziło się w czasie kampanii prezydenckiej. Teraz sytuacja była inna.

Gdy PO ma trudności sondażowe, wybory są kolejnym ciosem w partię. Przeciętny obserwator wychodzi z tej kampanii z przekonaniem, że PO nie tylko nie radzi sobie z rządzeniem, ale i z samą sobą. 

Po wyborach Donald Tusk powinien wyrzucić Gowina, czy -  jak Barack Obama, Hillary Clinton - zaproponować mu stanowisko i współpracę?

Powrotu Gowina do rządu nie będzie, to by przypominało gierkowską politykę: "Towarzyszu nie sprawdziliście się w województwie, to zapraszam do KC". Tusk będzie liczył na przesyt Gowinem w mediach. On był postacią dobrą na sezon ogórkowy. Ale zbliża się koniec wakacji parlamentarnych, które zawsze był nowym otwarciem politycznym i medialnym. Tusk przejdzie do przeniesienia akcentów propagandowych na sam rząd. Może prztyczka dostanie Jan Rostowski - bo nie wierzę w jego dymisję, Tusk pozbyłby się w tym momencie ostatniego ekonomisty w rządzie. To będzie czas na wymierzanie kar w rządzie. Nie wykluczam, że zdegradowany zostanie Sławomir Nowak, czy Joanna Mucha, czyli wszyscy ci, którzy są na celowniku bądź sobie nie radzą.

Zobaczymy Tuska w takiej samej odsłonie, jak w czasie afery hazardowej. Będzie porządkował, jak dobry gospodarz, co pozwoli zapomnieć o słabych sondażach i o podziałach w PO.

A może Gowin teraz powinien unieść się honorem i odejść?

Gdyby sam wyszedł, stworzyłby kolejną partię kanapową. Takich "pseudo-PiS-ów" jest wiele na polskiej stenie. Gdyby został wyrzucony przez Tuska, zyskał by nobilitację męczennika politycznego. A dodatkowo wyrzucenie Gowina zostałoby odebrane jako zbyt emocjonalna reakcja premiera i dowód na jego słabość. Tusk będzie tej jesieni głównym rozgrywającym, a gdy Gowin kiedykolwiek jeszcze podniesie swoją siwą głowę, usłyszy od Tuska: "Siedź cicho. Ty już miałeś swoją szansę". 

*dr Wojciech Jabłoński jest specjalistą ds. marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego