Piotr Guział przekonuje, że próba odwołania prezydent Warszawy jest tańsza, niż twierdzi Hanna Gronkiewicz-Waltz. Burmistrz Ursynowa mówił w radiowej Jedynce, że za referendum w stolicy będzie trzeba zapłacić dwa miliony złotych, a nie siedem milionów, jak mówi prezydent. Piotr Guział wskazywał, że koszt referendum to równowartość jednej dziesiątej promila budżetu Warszawy. 

>>>Będzie referendum w Warszawie

Zwracał uwagę, że dwa miliony złotych to tyle, ile warszawiacy zapłacą za decyzję komisji przetargowej w Miejskich Zakładach Autobusowych. Komisja ta odrzuciła jedną z ofert w przetargu na zakup autobusów, dlatego że jedna z firm podała, iż jej autobusy będą zużywać 51 litrów paliwa na 100 km, a nie 51,0 litra paliwa na 100 km, czego wymagały MZA. Zdaniem Guziała, referendum kosztuje miasto tyle co brak przecinka.

Komisarz wyborczy Dorota Tyrała wyznaczyła datę głosowania na niedzielę 13 października. Komisarz doliczył się wymaganej liczby ponad 133 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum. By głosowanie było ważne, musi wziąć w nim udział prawie 400 tysięcy warszawiaków. Państwowa Komisja Wyborcza poinformowała, że Warszawska Wspólnota Samorządowa złożyła w sumie nieco ponad 224 tysiące podpisów. Wykazano, że liczba podpisów złożonych wadliwie wyniosła 57131.

Akcja zbierania podpisów była prowadzona pod hasłem "Warszawy nie stać na Hannę Gronkiewicz-Waltz!". Samorządowcy zarzucają prezydent stolicy: podwyżki cen biletów autobusowych i jednoczesne cięcia w komunikacji miejskiej, oszczędności w oświacie, wysokie stawki za wywóz śmieci - kilkakrotnie wyższe niż w innych miastach.

WSS podkreśla również, że w Warszawie za rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz doszło do gigantycznego rozrostu administracji. Wnioskodawcy krytykują też słaby nadzór nad inwestycjami: przedłużającą się budowę drugiej linii metra, wysokie koszty budowy stadionu Legii Warszawa, marnowanie milionów złotych na projekty budowlane, które nigdy nie powstały.