Początek jesieni będzie starciem dwóch obozów. Platforma szykuje się na podliczenie związków i przeprowadzenie dowodu, że są klasą próżniaczą. A związki jak z rękawa sypią propozycjami, które mają – w ich mniemaniu – przysłużyć się pracownikom, i chcą wykorzystać słabnące notowania gabinetu Donalda Tuska.

Dodatkowo starają się skupić wokół siebie jak najwięcej niezadowolonych. Starcie zatem będzie ostre, czego dowodem są opisywany przez DGP projekt ustawy antyzwiązkowej przygotowany przez senatora Jana Filipa Libickiego czy związkowa propozycja minimalnego wynagrodzenia za godzinę pracy na wzór niemiecki oraz pakt stabilizacyjny dotyczący umów. Z kolei rząd zarzuca związkom, że są oderwane od rzeczywistości.

Nie czują wyzwań już nie tylko na lokalnym, lecz także na globalnym rynku pracy - mówi DGP wicepremier Janusz Piechociński. Miejscem dialogu powinna być komisja trójstronna, a nie ulica. Żałujemy, że związkowcy wolą przedstawiać postulaty na demonstracjach - dodaje rzecznik rządu Paweł Graś.

Pokazem ich siły mają być cztery dni – od 11 do 14 września – w Warszawie. Najpierw pikiety przed resortami, potem dwa dni manifestacji przed Sejmem. Wreszcie marsz pod Pałac Prezydencki i na plac Zamkowy, w którym ma wziąć udział minimum 50 tysięcy protestujących. Związkowcy chcą wycofania się rządu z podwyższania wieku emerytalnego, zmian w rozliczaniu czasu pracy, podwyższenia pensji minimalnej, ograniczenia umów cywilnoprawnych nazywanych przez nich śmieciowymi czy skokowego zwiększenia wydatków z Funduszu Pracy na aktywne formy zwalczania bezrobocia. NSZZ „Solidarność”, OPZZ i inne organizacje liczą, że słaby rząd będzie skłonny do ustępstw. Dlatego nie wykluczają nawet strajku generalnego.

Będziemy robić wszystko, by władza przestała być władzą. Bo skoro nie chce prowadzić dialogu i nie jest skłonna do kompromisu, to jedyna realna szansa odwrócenia tego stanu rzeczy - tłumaczy rzecznik NZSS „Solidarność” Marek Lewandowski.

Rząd liczy, że gospodarka się odbije, a karta w starciu ze związkami się odwróci. Poprawa następuje, ale powoli, o czym świadczą np. wczorajsze informacje o wzroście sprzedaży detalicznej czy rosnące wpływy z podatków do budżetu. Dodatkowo rozmaite działania rządu mają wesprzeć ożywienie. Rzecznik rządu Paweł Graś wymienia: gwarancje kredytowe BGK dla polskich firm (skorzystało z nich już wiele tysięcy przedsiębiorstw), przedłużenie istnienia specjalnych stref ekonomicznych, zmiany w kodeksie pracy pomagające firmom utrzymać miejsca pracy i dodatkowe pół miliarda złotych z funduszy europejskich na działania zwiększające zatrudnienie.